Kiedy w kwietniu 2011 roku zakładałam „Macademian Girl”, blogi traktowano wciąż jeszcze jako ciekawostkę. To było nowe zjawisko, rodzaj hobby ludzi, którzy chcieli się dzielić swoją pasją z innymi w sieci. Z biegiem czasu blogerzy stali się opiniotwórcami, potem „nowymi celebrytami”. Zaczęli być zapraszani na pokazy mody, do prowadzenia eventów, zaczęli uczestniczyć w życiu publicznym także poza blogosferą. Według mojej oceny punktem przełomowym dla blogosfery był ranking blogów modowych w miesięczniku Press w 2012 roku. Dla mnie – bo przyznano mi pierwsze miejsce i tytuł Bloga Modowego Roku, a dla wszystkich piszących w sieci – bo ten ranking zmienił rynek reklamowy w Polsce. Od tego czasu blogosfera zaczęła być postrzegana jako nowe medium – obok prasy, radia i telewizji zaczęła być brana pod uwagę w planowaniu kampanii przez domy mediowe i agencje reklamowe. Powstał nowy rynek dla marketingowców.

Początki bywały trudne, bo agencje przychodziły z gotowym mediaplanem: „Zrób dla nas pięć postów na Facebooku, trzy na blogu i jeden Youtubie. A tutaj masz treść, którą przygotowaliśmy”. Ciężko przychodziło im zrozumienie, że w sieci taki tryb współpracy się po prostu nie sprawdza. Trzeba umieć nie tylko mówić, ale i słuchać influencerów. Dzisiaj mój blog to już rozbudowany portal. Współpraca z Macademian Girl zaczyna się od tego, że klient czy dom mediowy opowiada o planowanej kampanii – jaki to będzie produkt, do kogo jest kierowany, co będzie komunikowane i w jaki sposób. Na podstawnie dwóch głównych parametrów – grupy docelowej i oczekiwanego efektu kampanii pomagam zaplanować plan promocji szyty na miarę. Proponuję kanały komunikacyjne, częstotliwość postów w social mediach, narrację akcji promocyjnej i styl prezentowania treści czytelnikowi. Dbam zwłaszcza o to, żeby prowadzone przeze mnie działania były komplementarne. W ten sposób uzyskuje się nie tylko większy zasięg, ale i wiarygodność akcji reklamowej. Każdy z kanałów – czy to blog, czy Facebook czy Instagram – ma trochę inną grupę docelową. Oczywiście, częściowo powtarzalną, ale najpełniejszy zasięg jest, gdy zmieszamy kanały dotarcia. Internet jest plastyczny, ciągle ewoluuje. Gdybym miała teraz wskazywać, gdzie leży przyszłość reklamy np. dla młodzieży na rynku internetowym, powiedziałabym, że w Snapchacie, gdzie wszystko dzieje się tu i teraz. Jest w tym medium pewna ulotność, ale dzięki temu też bliskość i intymność. Wzmacnia poczucie bliskiej więzi z obserwowanym opiniotwórcą, dlatego jest świetnym wsparciem kampanii nawet tych prowadzonych w innych mediach.

Z kolei na blogu u mnie dominuje grupa docelowa 20-35 lat, a więc jest to już nie tylko „obserwator”, a „czytelnik”, i to szczególnie wymagający. Niełatwo go pozyskać, a jeszcze łatwiej stracić. Dlatego, wspólnie z zespołem, pochylamy się nad oceną każdego postu i nad statystykami odsłon. Czytamy komentarze, żeby na bieżąco wiedzieć, co się odwiedzającym podoba, a co ich drażni. Kluczowe jest to, że na moim portalu treści sponsorowane nie różnią się wiele od standardowych – poza tym, że o reklamowanych produktach piszę wprost. Nie ukrywam przed czytającymi, że to część akcji promocyjnej. Tym bardziej staramy się, żeby kampania była atrakcyjna dla czytelnika, a treść i przekaz najwyższej jakości. Tak samo jak przy innych postach, dbam o interesującą tematykę, o dobór zagadnień oraz o lekką formę i przydatność publikowanych porad w codziennym życiu. W przypadku pism kolorowych dokładnie mierzy się tylko sprzedaż danego tytułu, a tak zwane czytelnictwo już na podstawie badań – czyli deklaracji potencjalnych czytelników. Tu często działa niemała siła marki tytułów, jej historii na rynku oraz nakładów wydanych na promocję tego czy innego magazynu. W przypadku bloga, nie ma mowy o wynikach deklarowanych. Tu się liczą kliknięcia i twarde statystyki.