Tymczasem zaniedbywanie czy wręcz pomijanie kwestii związanych z zachowaniem bezpieczeństwa - zarówno ludzi, towaru jak i urządzeń - może w nagły sposób doprowadzić do upadku nawet najbardziej stabilnej finansowo firmy.

O ile część niebezpieczeństw i zagrożeń związanych z procesem produkcyjnym czy transportem jest oczywistych i relatywnie przewidywalnych, o tyle te najgroźniejsze są przez polskich przedsiębiorców nadal traktowane w kategoriach "niemożliwych" do zdarzenia. Dotyczy to przede wszystkim zagrożeń związanych z wybuchami pyłów, gazów czy par cieczy, które niosą za sobą bardzo poważne konsekwencje. Jak przekonują specjaliści, istnieje szereg branż, w ramach których problem zagrożenia wybuchem jest marginalny, jednak nawet tam należy zachować czujność. "Niejednokrotnie mieliśmy do czynienia z sytuacją, gdy w zakładzie produkcyjnym nagle pojawiał się nowy półprodukt stanowiący duże ryzyko związane z potencjalnym wybuchem. W takich sytuacjach pracownicy albo nie mają świadomości zagrożenia, albo nie wiedzą jak postępować z niebezpiecznym materiałem, by nie narażać się na najgorsze" - mówi Bartosz Wolff, ekspert w dziedzinie bezpieczeństwa wybuchowego w przemyśle.

Bartosz Wolff dodaje, że nadal znaczącym problemem wśród przedsiębiorców i podległych im pracowników pozostaje brak odpowiedniej wiedzy na temat produktów stanowiących zagrożenie. "Dla większości osób oczywistym faktem jest, że gaz ziemny czy opary benzyny są wybuchowe. Sytuacja wygląda zupełnie inaczej w przypadku pyłów, które również mogą być niebezpieczne. Mimo to nie poświęca się im  odpowiedniej uwagi" - przestrzega. Jednocześnie dodaje, że zagrożenie stanowią nawet najbardziej pospolite, wręcz domowe, substancje jak chociażby... cukier czy mąka. "Wielu właścicieli czy inżynierów kierujących dużymi zakładami przemysłowymi nie ma świadomości, iż wykorzystywane w ich fabrykach materiały stanowią poważne ryzyko. I nie mam tu na myśli substancji o często enigmatycznych nazwach jak choćby żywica węglowodorowa, która może ulec zapłonowi niemal od pstryknięcia palcem, ale również tak powszechne substancje jak mąka, cukier, pył drzewny czy pył węglowy" - uświadamia.

Jako branże najbardziej narażone na eksplozje, eksperci wymieniają w pierwszej kolejności przemysł drzewny, energetyczny, spożywczy oraz – co zrozumiałe - szeroko pojęty przemysł chemiczny i petrochemiczny.

Wolff zgadza się z powszechną teorią, że jednym z najczęściej popełnianych błędów jest niedoszacowanie ryzyka związanego z potencjalnym zagrożeniem. Opowiada, że w trakcie rozmów z osobami odpowiedzialnymi za zarządzanie bezpieczeństwem w zakładach przemysłowych bardzo powszechną reakcją są słowa typu "Przecież u nas przez 20 lat nie było żadnego wybuchu”. "Trudno odebrać  logikę takiej postawie, jednak z podobną sytuacją spotykamy się na drogach. Przez ostatnie lata jeździłem autem bez wypadku, mimo to kupując nowy samochód wybrałem model z poduszkami powietrznymi czy systemem ESP" - porównuje ekspert.

Nic tak dobitnie nie wpływa na świadomość skali ryzyka wśród laików jak bliskie doświadczenie kontrolowanego wybuchu.

"Realizowaliśmy także testy z kakao, herbatą i słodem jęczmiennym stosowanym w przemyśle browarniczym. To niesamowite jak potężna siła drzemie w zaledwie kilkuset gramach tych produktów" - przestrzega Wolff.

Eksperci podkreślają, że w Polsce nadal nie istnieją wiarygodne statystyki pokazujące skalę występowania niekontrolowanych wybuchów w sektorze przemysłowym. Wiele zdarzeń jest bowiem przez przedsiębiorców ukrywane, co niejednokrotnie prowadzi do powtarzania się bliźniaczych błędów. "Spora dawka wiedzy dotycząca popełnionych błędów oraz wnioski z tym związane nigdy nie ujrzą światła dziennego. Nie pozwala to innym firmom unikać tych samych błędów” – żałuje Wolff.