Taką opinię wyraził Mateusz Kusznierewicz - biznesman, żeglarz regatowy, zdobywca pierwszego w historii polskiego żeglarstwa złotego medalu olimpijskiego. Jego zdaniem, doświadczenie zdobyte w sporcie pomaga odnosić sukcesy również w biznesie.

Czy jest Pan zdania, że byłym sportowcom jest łatwiej odnaleźć się w świecie biznesu?

Umiejętności oraz doświadczenia, jakie sportowcy zdobywają podczas kariery są bardzo cenne w późniejszym życiu prywatnym i zawodowym. Odpowiednia motywacja, komunikacja, umiejętność wyznaczania sobie celów i podejmowania ważnych decyzji, a także dawanie sobie rady w trudnych sytuacjach są bardzo ważnymi i oczekiwanymi kompetencjami u osób działających w biznesie. Nie każdy sportowiec potrafi jednak odnaleźć się po zakończeniu kariery w nowej roli. Jednak ci, których charakteryzują powyższe cechy, mają dużą szansę osiągnąć sukces w biznesie. Ku mojemu zadowoleniu ja nadal kojarzony jestem przede wszystkim ze sportem i żeglarstwem. Jednak coraz częściej spotykam się z tym, że jestem przedstawiany już jako biznesmen. Coraz więcej osób odnosi się też do moich przedsięwzięć i projektów biznesowych, którymi od trzech lat jestem głównie pochłonięty.

Jak duży wpływ na Pana decyzje biznesowe miały Pana częste podróże po świecie? Jak dużo czerpał Pan z innych krajów bądź od konkretnych osób poznanych przy okazji podróży? 

Przykłady i inspiracje, które pomagają mi w biznesie faktycznie czerpałem zagranicą, ale nie z kultur czy gospodarek innych krajów, a przede wszystkim od ludzi, których napotykałem. Były to osoby, których ścieżka kariery oraz historia dojścia do celu lub przyczyny porażki szczególnie mnie zainteresowały. Byli to m. in. Larry Ellison, Russell Coutts, Patricio Bertelli, Richard Branson, czy Tornbjorn Tourqvist. Miałem i nadal mam też swoich idoli w Polsce. Jestem bacznym obserwatorem i uważam tą umiejętność za kluczową i bardzo cenną w moich działaniach biznesowych i sportowych. W każdej dziedzinie życia śledzę życiorys od trzech do pięciu osób. I to nie tylko tych najsłynniejszych, którzy mają na koncie najbardziej spektakularne sukcesy. Często interesuje mnie osoba, która jest dopiero w trakcie budowania swojej kariery. Mam ustawiony „internetowy monitoring” na nazwiska moich inspiratorów, więc jestem na bieżąco z ich życiem i często zagłębiam się w lekturze wywiadów czy artykułów im poświęconych.

W którym momencie życia większy nacisk zaczął Pan kłaść na kwestie biznesowe niż na sportowe? Czy jest możliwe owocne działanie na obu tych płaszczyznach jednocześnie czy jednak należy skoncentrować się na jednej?

Jestem przykładem osoby, która poświęciła część swojej kariery sportowej – co nie pozostało bez negatywnego wpływu na wyniki – aby równolegle móc prowadzić działalność biznesową. Już przed Igrzyskami Olimpijskimi w Atenach miałem zarejestrowane dwie swoje spółki. Przed olimpiadą w Pekinie  było ich już cztery. Byłem świadomy, że za to zaangażowanie biznesowe zapłacę cenę, jaką będą gorsze wyniki sportowe. Był to jednak mój przemyślany wybór i nawet gdybym mógł teraz cofnąć czas, to postąpiłbym identycznie. Mamy jedno życie i warto jest w nim doświadczyć różnych sytuacji i ryzyk. Warto sprawdzić się podczas nowych zadań i przedsięwzięć. Oczywiście, są przypadki potwierdzające, że można osiągnąć sukces działając na wielu płaszczyznach jednocześnie. Jeśli jednak stawka jest naprawdę wysoka, konkurencja groźna, a poprzeczka zawieszona wysoko, wtedy sugeruję skupić się na jednym obszarze działalności.

Czy w dzisiejszym świecie pełnym nowoczesnych technologii i zdalnej komunikacji, kontakty bezpośrednie nadal są w biznesie konieczne?

Jestem zdania, że kontakty bezpośrednie są nadal konieczne. Wyszczególniam dwa momenty, gdy spotkanie i rozmowa w cztery oczy są kluczowe. Taką sytuacją jest choćby pierwszy kontakt, podczas którego robimy tzw. pierwsze wrażenie, a także poznajemy, jakim człowiekiem jest druga strona. Odczucia i obserwacje, które wtedy zdobywamy są niezwykle ważne i możliwe do doświadczenia jedynie dzięki bezpośredniej rozmowie. Drugi przypadek bezwzględnej konieczności bezpośredniej rozmowy pojawia się w momencie ewentualnego sporu. W takim przypadku jedno spotkanie i rozmowa na żywo może przynieść lepsze efekty niż niekończąca się wymiana maili czy telefonów.

Jakie widzi Pan perspektywy dla globalnych relacji biznesowych? Coraz częściej będzie to kontakt bezosobowy za pomocą Internetu czy jednak nadal najważniejszy będzie kontakt „twarzą w twarz" wraz z symbolicznym uściskiem dłoni?

Jestem oczywiście za tą drugą wersją czyli za solidnym uściskiem dłoni połączonym ze spojrzeniem prosto w oczy. Napisano na ten temat wiele książek i przeprowadzono wiele badań naukowych oraz testów, w których udowodniono, że korzyści wynikających z kontaktu „twarzą w twarz" nic nie jest w stanie zastąpić. Dlatego tak wielu prezesów średnich i dużych korporacji spędza tak wiele czasu w podróży – chcą być w osobistym kontakcie z filiami swoich firm oraz z klientami czy partnerami w biznesie.

Na co należy zwrócić największą uwagę przygotowując się do podróży służbowej, zagranicznych negocjacji bądź zagranicznej konferencji? Należy w pełni skoncentrować się na biznesie czy też można taki wyjazd łączyć z wypoczynkiem czy zwiedzaniem miasta?

Przede wszystkim należy zwrócić uwagę na prawidłowe przygotowanie się do rozmów. To jest, moim zdaniem, klucz do sukcesu. Mimo swojego doświadczenia, przed każdą rozmową, negocjacjami czy posiedzeniem zarządu poświęcam sporo czasu na przygotowanie się do takiego spotkania. Odświeżam istotne informacje, układam plan spotkania, zarysowuję jego scenariusz, a także wypisuję cele, które chcę osiągnąć. Używam do tego dużo wyobraźni - wręcz wizualizuję sobie pierwszy moment spotkania i początek rozmowy czyli tzw. small talk. Gdy czuję, że jestem już właściwie przygotowany do spotkania, to wtedy mogę pozwolić sobie na zwiedzanie miasta albo na rundę golfa.

Które sukcesy trudniej Panu osiągać - biznesowe czy sportowe? Które mają dla Pana większe znaczenie? I czy można powiedzieć, że bez sukcesów sportowych nie byłoby u Pana także sukcesów biznesowych?

Cieszę się z każdego sukcesu, który osiągam – i z tego większego i z tego mniejszego. Zaznaczam jednak, że dla mnie sukcesem jest realizacja choćby małego celu. Takiego, który nie jest specjalnie spektakularny, i o którym nie wszyscy się dowiedzą. Nie są to więc tylko sukcesy na miarę medalu olimpijskiego czy tytułu mistrza świata. Także te najmniejsze dają mi spełnienie i pełnię satysfakcji. W sporcie olimpijskim zdobyłem wszystko, co było do zdobycia – nie było łatwo, ale zrobiłem to. W biznesie jest podobnie – udało mi się ciężką pracą osiągnąć swoje cele. Jednak to, co jest najważniejsze dla mnie, to umiejętność wyciągania wniosków z porażek. A tych miałem i w sporcie i w biznesie więcej niż sukcesów. Bo takie jest życie – piękne, ciekawe, zaskakujące, ale nie zawsze usłane różami. Dzięki temu mam nieustającą motywację do działania i codziennie, gdy wstaję ciekaw jestem, co nowego i fascynującego przygotowało mi życie i jak sobie z tym poradzę.