Dokąd najczęściej Pan podróżuje służbowo?

Oczywiście to najczęściej trasa między Warszawą a Brukselą i odwrotnie, a raz w miesiącu droga do Strasburga na plenarne posiedzenie Parlamentu Europejskiego. Tego latania jest dużo, a po zamachu terrorystycznym w Brukseli, na lotnisku Zaventem – przez jakiś czas latałem w sposób kombinowany: pociąg Bruksela-Amsterdam, samolot Amsterdam-Warszawa. Często też latam na różne konferencje jako zapraszany gość: Oslo, Bratysława, Wiedeń, Paryż, Amsterdam, Lizbona, no i Kijów, Kiszyniów w Mołdawii, co wynika z moich zadań w delegacjach Parlamentu do tych krajów.

Jakie środki transportu Pan preferuje?

Muszę latać najczęściej samolotami, choć oczywiście preferuję pociągi, bo to przyjemniejsze – i w Europie dobrze zorganizowane. Na konferencję do Paryża lepiej jechać z Brukseli pociągiem, bo to 1 godzina 20 minut, nawet Londyn jest lepszy pociągiem – 2 godziny 20 minut, nie mówiąc o Kolonii. Te podróże to nie tylko przygoda logistyczna. To przede wszystkim zadanie merytoryczne, ale i okazja do rozmawiania z różnymi ludźmi, poznawania ich. Dotyczy to zarówno krajów Unii Europejskiej, jak i szczególnie: krajów partnerstwa wschodniego.

Czy jest coś, co szczególnie lubi Pan robić w trakcie podróży służbowej?

Z reguły jestem zmęczony, więc najpierw drzemię 15/20 minut. A później – pracuję, czytam materiały na komisje, piszę wystąpienia czy teksty do druku, a jak już wykonam obowiązki – to czytam książki w wersji elektronicznej (bo nie muszę ich dźwigać). Tak to wygląda.