Czasem najlepsze idee przegrywają z twardymi regułami życia. Jeśli nie masz pieniędzy, jesteś kiepsko zorganizowany oraz nie masz wsparcia administracyjnego, to twoje szanse na sukces są minimalne. W Polsce mamy ok. 2,5 mln firm. To dużo, ale spory odsetek otwartych działalności gospodarczych powstał tylko dlatego, że ludzie nie mieli możliwości znalezienia pracy na etacie lub podpisania ze zleceniodawcą umowy o pracę. Dlatego liczba prawdziwych firm z powołania jest niższa i prawdopodobnie oscyluje w graniach 1,5 mln. Rozpoczęcie własne go biznesu to trudna decyzja. Wielu ludzi ma dobry pomysł, znalazło niszę na rynku i wiedzą jak ją wypełnić. Dwa podstawowe problemy, które stanowią barierę do rozpoczęcia działalności gospodarczej, to brak kapitału lub brak dostępu do kapitału oraz stosunkowo wyso kie koszty działania. Nie oszukujmy się – pierwszy rok działalności zwykle trzeba spisać na straty, więc jeśli ktoś nie ma odłożonych ok. 30 tys. zł to już po kilku miesiącach może zostać bankrutem.

Na sam ZUS i obsługę księgową w pierwszych dwunastu miesiącach potrzeba ok. 6 tys. zł – to są koszty stałe. Do tego dochodzą wydatki związane z biurem, sprzętem, dojazdami i komunikacją. W konsekwencji bez porządnego zastrzyku gotówki na samym początku działalności nawet najlepszy pomysł na biznes zdeprecjonuje się – nie będziemy w stanie zapewnić pożądanej przez klientów jakości usługi lub produktu, który postanowiliśmy sprzedawać. Dlatego zanim pełni hurraoptymizmu zarejestruje my firmę postarajmy się pozyskać kapitał na swoją działalność. Najlepiej by to były własne oszczędności, ale przy polskim poziomie dochodów ludności na zaoszczędzenie 50 tys. zł potrzeba nam przeciętnie 10 lat. Jeśli nie mamy własnych pieniędzy, to jeszcze nic straconego. Wbrew pozorom istnieje całe mnóstwo programów wsparcia biznesu – dostępne inicjatywy mają charakter zarówno państwowy, jak i prywatny.

Jednak uważajmy – nie ma nic za darmo i kapitał też ma swoją cenę. Pierwsza myśl, to dotacja z Urzędu Pracy, która może wynieść nawet ponad 20 tys. zł. Kłopot w tym, że jest ona prze znaczona dla osób uprzednio bezrobotnych, dlatego nie jest to program dla ludzi, którzy rezygnują z pracy, by następnego dnia założyć biznes. Naturalnie po odejściu z pracy można się zarejestrować jako bezrobotny i przeczekać odpowiednio długi czas by móc starać się o dotację, ale do tego momentu na rynku może się pojawić konkurencyjny produkt, który ostatecznie pogrzebie nasze szanse na sukces. Druga myśl to dotacje unijne. Mamy cały szereg programów m.in. Innowacyjna Gospodarka, gdzie możemy starać się nawet o kilkaset tysięcy złotych wsparcia.

Warunkiem jest spełnienie dosyć rygorystycznych kwestii formalnych oraz przygotowanie merytorycznego biznesplanu. Urzędnik może się nie poznać na naszym pomyśle, więc istnie je ryzyko, że pieniędzy nigdy nie zobaczymy. Kolejna sprawa, to bardzo rygorystyczne wymogi informacyjne związane z rozliczeniem dotacji. Ktoś, kto nigdy nie brał udziału w projekcie unijnym, zwyczajnie może sobie nie poradzić – więcej czasu zmarnuje na obsługę dotacji niż na prowadzenie biznesu. Dlatego środki z UE to raczej droga dla ludzi posiadających już jakieś doświadczenie.

Żywiołowy start-up założony przez młode osoby bez doświadczenia administracyjno-rachunkowego po paru miesiącach może sobie zwyczajnie nie poradzić. Ostatecznie istnieje też możliwość pozyskania kapitału z serwisów crowfundingowych, czyli przez społeczność. Przygotowanie odpowiedniej prezentacji i umieszczenie jej np. w serwisie Kickstarter lub jego polskim odpowiedniku, może dać nam odpowiedni zastrzyk gotówki. To wbrew pozorom najlepsza forma pozyskania kapitału ze względu na niskie koszty, ale uwaga – produkt ocenia społeczność, więc jeśli uzna, że jest kiepski (a zwykle tak się dzieje), to szanse na uzyskanie kapitału będą minimalne. Ponadto o sukcesie często decyduje dobra prezentacja – przygotowanie dobrego video to też koszt, który może się nie zwrócić. W tym wypadku dochodzi do podwójnej weryfikacji – rynek niejako wycenia produkt i jednocześnie sprawdza nasze zdolności do reklamy. Jeśli oblejemy „test” w serwisie crowfundingowym, to prawdopodobnie nasz pomysł nie nadaje się na biznes.

Pamiętajmy też o tym, że na tego typu serwisach raczej nie prezentuje się pomysłów sztampowych, czyli własna restauracja, za kład fryzjerski czy firma przewozowa – bez słynnego „efektu WOW”, czyli np. smartfona ostrzegającego o nadchodzącym zawale serca, raczej nie ma sensu marnować czasu i środków na tworzenie prezentacji. Możemy też zgłosić się do aniołów biznesów, czyli udać się z projektem do bogatego biznesmena i w zamian za udziały po prosić go wsparcie inwestycji. Ta forma jest jednak trochę przere klamowana, bo zwykle właściciel pomysłu w razie sukcesu szybko traci kontrolę nad własną firmą na rzecz głównego inwestora.

Na koniec pozostaje nam wizyta w banku – kredyt często jest demonizowany, ale sektor bankowy powoli zaczyna dostrzegać, że bez taniego wsparcia nowych biznesów skurczą się obszary do rozwoju tych instytucji w przyszłości. Dlatego niektóre banki oferują bardzo ciekawe produkty dla firm – nie tylko kredyty, ale też platformę księgoworozliczeniową, narzędzie do estymacji dochodów, sale konferencyjne, darmowe powierzchnie biurowe. Niezależnie od tego, gdzie będziemy szukać kapitału – najważniejsze jest miarkowanie własnego optymizmu i rozsąd na wytrwałość w dążeniu do celu. Rozsądna, czyli taka, która nie doprowadzi rodziny do bankructw,a a nas do utraty zdrowia.