Panie profesorze, jak jest z innowacyjnością w Polsce?

Coraz lepiej, ale wciąż nie tak, jak być powinno.

To znaczy – co jest nie tak?

Mamy wiele ciekawych pomysłów, wiele instytucji wspierających rozwój innowacyjności – ale brakuje leżącej u podstaw sukcesu wspólnej wiary we własne możliwości i, co za tym idzie, konsekwentnej, skoordynowanej polityki państwa w tym zakresie. Startowaliśmy 20 lat temu z bardzo niskiego poziomu, więc teraz innowacyjna gospodarka powinna rozwijać się dużo szybciej, niż światowa średnia – a takiego tempa u nas nie sposób dostrzec.

To na czym polega problem?

By zbudować innowacyjną gospodarkę, niezbędnych jest kilka elementów: nowoczesny system edukacji, silny sektor badań, różnorodne rozwiązania instytucjonalne i prawne, promujące innowacyjność, ułatwienia w dostępie do kapitału podwyższonego ryzyka, prawidłowa ochrona własności intelektualnej.

Brak nam kapitału ludzkiego? Przecież uczelnie od blisko 20 lat wypuszczają na rynek tak wielu absolwentów, jak nigdy wcześniej?

To prawda, w stosunku do tego, co było 20 lat wcześniej, studentów jest pięć razy więcej. To znakomity wskaźnik, ale jest jedno „ale”.... Bo rzeczywiście, studentów przybywa, ale nie przybywa jednocześnie nauczycieli akademickich. Co z tego wynika? Na jednego wykładowcę nagle przypada wielokrotnie więcej studentów niz przed laty, a to nie może nie odbić się na jakości kształcenia. To nie koniec problemu. Polskie szkoły – i nie myślę tu tylko o uczelniach, ale o całym cyklu kształcenia, już od szkoły podstawowej – nie uczą młodych ludzi 
i nie promują indywidualnej kreatywności oraz – jednocześnie – zdolności do współpracy i wspólnego osiągania celu. W krajach rozwiniętych to elementarz!

To jedyny problem z naszą edukacją?

Podstawowy. Ale powody do niepokoju daje też dramatycznie mały zakres edukacji ustawicznej. Mówiąc prościej: po ukończeniu szkoły Polacy przestają się uczyć. Tylko 4–5 procent spośród naszych pracowników podlega stałemu szkoleniu, gdy w krajach rozwiniętych odsetek ten jest często 10–krotnie wyższy!

Z czego to wynika?

Z niskiego poziomu rozumienia potrzeb nowoczesnego społeczeństwa i niedostatecznej kultury wspierania innowacyjności w Polsce. Firmy, które u nas stale szkolą swoich pracowników, to w ogromnej większości firmy z kapitałem zagranicznym, bo w ich krajach macierzystych to oczywiste.

Mamy kłopot z edukacją, z promocją innowacyjności... To wystarcza, by skutecznie zablokować rozwój innowacyjnej gospodarki?

Ogromny problem mamy także z organizacją sektora badań i rozwoju (B&R), a właśnie tam ma korzenie innowacyjność. Efekt? Nie ma na świecie powszechnie znanego produktu wymyślonego w Polsce.

Kto zawinił?

Problemy organizacji całego systemu i brak pieniędzy na badania. A to wina zarówno polityków, jak i całego społeczeństwa. Politycy mało interesują się innowacyjnością czy badaniami, bo interesują się przede wszystkim tym, co przynosi szybki sukces. A skoro elektorat nie naciska w sprawie większych pieniędzy na innowacyjność, to efekt polityczny jest łatwy do przewidzenia. Co więcej, nie tylko nie ma pieniędzy z budżetu, ale nie ma dostatecznie silnych zachęt dla firm – choćby podatkowych – by same inwestowały w innowacyjność. Tymczasem z każdą chwilą konkurencja globalna przyspiesza i za chwilę nadrobienie straconego czasu będzie jescze trudniejsze.

Dlaczego?

Wszystko, co dziś produkujemy w Polsce, bez kłopotu da się także wyprodukować w Chinach, Indiach czy Brazylii – często parokrotnie taniej. Te kraje za chwilę będą dla nas śmiertelnym zagrożeniem – chyba, że polska gospodarka wreszcie odważnie postawi na rozwój edukacji, badań i nowych technologii.

Recepta?

Myślenie strategiczne, zakładające poważne, synergiczne inwestycje prorozwojowe oraz daleko idące ułatwienia dla innowacyjnych firm – chocby takie, aby środki ponoszone na działaność innowacyjną można było wpisać w koszt działalności firmy w momencie poniesienia wydatków, a nie w dalekiej, enigmatycznej przyszłości. Bo czy dziś w Polsce ma szanse powstać mała, garażowa firma, która odniesie światowy sukces? Bardzo wątpię, i bynajmniej nie ze względu na brak młodych, kreatywnych ludzi. W sprawach organizacji sytemu innowacji mamy w Polsce ciągle bardzo dużo do zrobienia

Wiemy, co trzeba zmienić, ale czy dziś sytuacja w Polsce jest rzeczywiście tak zła?

Bez wątpienia mamy też powody do zadowolenia. Dobrze wykorzystujemy fundusze unijne, na wielki szacunek zasługuje przedsiębiorczość wielu naszych menażerów, istotny odsetek naszych absolwentów uczelni jest z pewnością dobrze przygotowanych do stawienia czoła skomplikowanym wyzwaniom współczesności, mamy też obszary innowacyjnej gospodarki, w których radzimy sobie całkiem dobrze.