Ciągle zdarza się, że Polska przegrywa konkurencję o jakiś duży zakład z sąsiadami, którzy oferują korzystniejsze warunki finansowe.

Przez wiele lat kwestie biurokratyczne były przeszkodą dla polskich przedsiębiorców, zarówno w skali mikro jak i makro. Czy obecnie możemy mówić, że kwestie ustawodawcze, legislacyjne są jedną z mniejszych zapór rozwoju biznesu na szczeblu regionalnym?

Aktywność legislacyjna kolejnych rządów zdecydowanie wzrasta. Problem tkwi w jakości tej legislacji, która oględnie rzecz ujmując nie jest najlepsza. Polski system prawny jest przeregulowany i niefunkcjonalny. Problemy mają strukturalny charakter. Od lat nikt nie nowelizuje prawa kompleksowo. Wprowadza się zmiany w jednych przepisach, doprowadzając często do sytuacji, że zaczynają one kolidować z innymi. Dotyczy to wszystkich dziedzin życia, nie tylko gospodarki. Działalność Związku Miast Polskich w Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego daje dobry wgląd w proces stanowienia prawa. Jesteśmy aktywni w procesie legislacyjnym, gdyż to samorządy są administracją, która „konsumuje” znaczną część regulacji. Wadliwe rozwiązania prawne często wpędzają nas w sytuacje konfliktowe z przedsiębiorcami, inwestorami. Bywa, że nasze urzędy są zmuszane przepisami do działań nieracjonalnych, godzących w przedsiębiorców i mimo tego, że mamy pełną świadomość jak absurdalne są niektóre wymogi stawiane nam przez ustawodawcę, nie możemy uchylić się od egzekucji złego prawa. Inną sprawą jest, że taka sytuacja powoduje, że małe przedsiębiorstwa, których nie stać na drogie usługi renomowanych kancelarii stoją na straconej konkurencyjnie pozycji w stosunku do gigantów.

Który model zależności jest prawidłowy: biznes nakręca inwestycje infrastrukturalne czy inwestycje nakręcają biznes?

Powiedziałbym raczej, że optymalna jest sytuacja, gdy zachodzi sprzężenie zwrotne. W dobrze rozwijającym się mieście inwestycje infrastrukturalne napędzają biznes, a zwiększone wpływy, które uzyskujemy dzięki biznesowi pozwalają na kolejne inwestycje. Oczywiście, zawsze jest jakiś punkt wyjścia. W przypadku Gliwic wiele lat temu jako biedne miasto zdecydowaliśmy się, nie bez protestów, na spore inwestycje w infrastrukturę. Zaowocowały one napływem przedsiębiorców i znaczącym wzrostem dochodów. Dzisiaj dzięki takiemu sprzężeniu zwrotnemu jesteśmy w grupie kilku najbogatszych miast w Polsce.

Specjalne Strefy Ekonomiczne – czy ich funkcjonowanie nadal jest niezbędne dla napływu bezpośrednich inwestycji zagranicznych czy też atrakcyjność inwestycyjna Polski jest już na tyle wysoka, że ulgi fiskalne są zbędne?

Ulgi fiskalne są istotne dla międzynarodowych koncernów dysponujących ogromnymi środkami na inwestycje. Ciągle zdarza się, że Polska przegrywa konkurencję o jakiś duży zakład z sąsiadami, którzy oferują korzystniejsze warunki finansowe. Przykład gliwickiej podstrefy KSSE, która jest największa w naszym kraju, a w rankingach uznawana za najlepszą w Europie pokazuje jednak, że kwestia wysokości ulg nie musi być decydująca. Inwestorzy cenią u nas kwalifikacje pracowników, otoczenie biznesowe i doskonałą dostępność transportową (dwie autostrady). Jakość zasobów ludzkich może być bardzo istotna. Warto w tym miejscu wspomnieć chociażby o gliwickiej fabryce GM Opel, która od lat utrzymuje pozycję najlepszej w całym koncernie fabryki pod względem jakości produkcji. Konkurencja ulgami fiskalnymi, które są i tak ograniczone przez prawo unijne, oraz tanią siłą roboczą powoli się wyczerpuje. Uważam, że mamy sporą szansę być coraz bardziej konkurencyjni na wspomnianych wyżej polach. Co z resztą będzie bardzo korzystne dla całej naszej gospodarki.