Bardzo prawdopodobne, że popularność obiektów niskoenergetycznych ewoluuje w kierunku zeroenergetycznych, a nawet plusenergetycznych. Czy rynek i klienci są na to gotowi? Jak pogodzić względy ekonomiczne i architektoniczne tego typu inwestycji?

Zielone budownictwo w Polsce rozwija się dynamicznie. Choć prym w tym sektorze nadal wiedzie segment biur, to Polacy coraz chętniej chcą budować obiekty przyjazne środowisku. W kraju funkcjonuje wiele budynków biurowych, w których wysoki stopień zarządzania zrównoważonym rozwojem jest potwierdzony popularnymi na świecie certyfikatami: brytyjskim BREEAM lub amerykańskim LEED. Wykazują one ekologiczny charakter budynku zarówno pod względem wykorzystanych materiałów, jak podczas jego eksploatacji. Zielone certyfikaty powoli stają się w naszym kraju deweloperską normą. Jak wynika z danych statystycznych, Polska stała się liderem ekologicznych certyfikatów wśród krajów Europy Środkowo-Wschodniej. Obecnie właściwie każdy z dużych deweloperów uwzględnia środowiskowe wymogi już na etapie projektowania obiektu. Zainteresowanie to poparte jest również liczbami: 200 budynków biurowych z certyfikatami BREEAM lub LEED oraz 300 projektów energooszczędnych domów, które wpłynęły do NFOŚiGW z prośbą o przyznanie dopłat do kredytów.

Rozwój zrównoważonego budownictwa uwarunkowany jest również zmianami w unijnym prawie. Od 2021 roku wszystkie nowopowstałe budynki muszą być inwestycjami o prawie zerowym zapotrzebowaniu na energię. Widać wyraźnie, że Europa obiera kierunek propagowania nie tylko obiektów niskoenergetycznych, ale – w dalszym etapie – również zeroenergetycznych czy plusenergetycznych, czyli takich, które produkują nadwyżkę energii.

Wraz ze spodziewanym i koniecznym wzrostem popularności tego typu budynków warto rozpocząć dyskusję nad tym, jak pogodzić rozwiązania energooszczędne z estetyką obiektów. Powierzchnie biurowe to przecież nie tylko drapacze chmur, ale i piękne kamienice. Czy można zachować odpowiednie proporcje pomiędzy ich wyglądem a wymogami prawnymi? To duże wyzwanie dla architektów, inwestorów i firm wykonawczych.

Jednym z rozwiązań może być zawieranie tzw. zielonych umów najmu (green leases), które zdają się być naturalną konsekwencją popularyzacji zrównoważonego budownictwa. Jest to porozumienie dotyczące współpracy najemcy z właścicielem, którego efektem ma być właściwa eksploatacja obiektu w sposób przyjazny środowisku, jak i poprawa efektywności energetycznej. Chociaż w Polsce nie są one obowiązkowe, to powoli stają się normą, szczególnie w przypadku umów zawieranych na wynajem nieruchomości komercyjnych o wyższym standardzie. Bez wątpienia zanim zainteresowanie tą formą porozumienia odpowiednio wzrośnie, to aby mogła stać się standardem niezbędne jest stworzenie odpowiednich regulacji prawnych.

Branża budowlana nie ma czasu do stracenia. Jak najszybciej powinniśmy rozpocząć odpowiedzialnie myśleć o przyszłości polskich budynków. Uwarunkowania prawne, środowiskowe i gospodarcze temu dowodzą. Musimy niezwłocznie prowokować rozmowy i działania upowszechniające wiedzę o budownictwie energooszczędnym, oferujące zachęty finansowe, podnoszące kwalifikacje architektów i promujące te budynki na rynku nieruchomości.