Jeszcze kilka lat temu odsetek firm korzystających z kredytowania wynosił zaledwie ok. 20-30proc. Rosnąca popularność zewnętrznego finansowania, to niewątpliwie pozytywne informacje, ponieważ w przeciwieństwie do kredytów konsumpcyjnych, które z natury rzeczy są niejako „przejadane”, kredyty dla firm służą zwiększeniu aktywności gospodarczej.

Trzy filary finansowania

Dodatkowe finansowanie przedsiębiorstw występuje w trzech profilach: jako kredyt obrotowy, kredyt inwestycyjny lub kredyt refinansowy. Pierwszy służy do zasilenia bieżącej płynności kasy; na zakup towarów lub opłacenie faktur, ma zazwyczaj charakter krótkoterminowy i realizowany jest najczęściej przez limit kredytowy, kredyt odnawialny lub inną elastyczną formę. Z kolei kredyt inwestycyjny służy sfinansowaniu realizacji przedsięwzięcia inwestycyjnego, które w przyszłości ma przynieść zwrot z kapitału wyższy, niż oprocentowanie zaciągniętego na ten cel kredytu. Tu finansowanie z reguły ma dłuższy horyzont czasowy oraz wymaga znaczącego wkładu własnego od przedsiębiorcy lub współinwestora zewnętrznego. Inną powszechną formułą kredytowania dla firm jest rolowanie zadłużenia poprzez refinansowanie go na kolejny okres. Dzieje się tak, gdy firma nie chce lub nie może ze względu na specyfikę biznesu, wyciągać zainwestowanych pieniędzy i decyduje się na spłatę poprzedniego kredytu następnym zobowiązaniem. Jeżeli plan finansowy nie jest zagrożony, bank z reguły taką zgodę wydaje. W innym przypadku firma zaciąga kredyt na spłatę poprzedniego, gdy warunki rynkowe ulegną na tyle korzystnej zmianie, że można refinansować kredyt po niższym koszcie.

Dostępność kredytów

Jednak nie każda firma może uzyskać kredyt. Różnica w podejściu banków do przedsiębiorców wynika z kilku parametrów. Po pierwsze kredytodawcy unikają finansowania biznesów działających w ryzykownych branżach lub takich które przeżywają dekoniunkturę. Po drugie banki preferują finansowanie firm średnich i dużych oraz takich które mają historię gospodarczą i udokumentowane dodatnie przepływy pieniężne. Niestety grupa takich firm jest stosunkowo nieliczna, gdyż większość przedsiębiorstw stanowią mikrofirmy, ze stosunkowo krótką historią działalności, bardzo często bez dywersyfikacji ryzyka, a więc na przykład dostarczające usługi tylko dla jednego kontrahenta i do tego podatkowo optymalizowane przez właścicieli, w sposób który uniemożliwia, w zgodzie z zasadami rachunkowości, wykazanie zysku. Paradoks polega na tym, że właśnie takie mikrobiznesy i startupy najczęściej potrzebują zewnętrznego finansowania.

Pasywność kredytowa

Ponieważ powszechnie przyjęło się, że banki niechętnie pożyczają pieniądze, wśród sporej grupy właścicieli firm wytworzyło się przeświadczenie, że o kredyt nie warto starać się, nawet wtedy gdy obiektywne okoliczności wskazują inaczej. Zjawisko to nosi miano „pasywności kredytowej” i szerzej zostało opisane w publikacjach Narodowego Banku Polskiego. Jak czytamy w raporcie z badania kredyty są mniej chętnie zaciągane w grupie przedsiębiorstw posiadających mniejszy majątek i działających w branżach usługowych. Dane sugerują̨, że utrzymuje się ujemna relacja między wynikami i zadłużeniem kredytowym. Firmy niekorzystające z kredytów wykazują̨ też przeciętnie wyższą rentowność i płynność. Są dwa podstawowe powody, dlaczego firmy z góry rezygnują z ubiegania się o bankowe finansowanie: są przeświadczone, niekiedy błędnie, o tym, że nie posiadają wystarczającej zdolności kredytowej lub też zakładają, często bez znajomości oferty, że jest ona niekorzystna. Jak wynika z badań, najlepszym sposobem na selektywne minimalizowanie tego zjawiska jest tak zwana bankowość relacyjna.

Wzajemne zaufanie

Budowanie trwałej więzi pomiędzy firmą a bankiem, nienastawionej wyłącznie na szybki zysk, jest podstawą uzyskania wzajemnego zaufania. Bank ma szansę zrozumieć specyfikę biznesu i podjąć adekwatną kredytowo decyzję, a przedsiębiorca dzięki dłuższej historii współpracy ma szanse wynegocjować lepsze warunki finansowania oraz podjąć ryzyko kredytowe w banku, któremu ufa. To w teorii, a w praktyce obecnie prawie każdy bank aspiruje do profilu masowego i nie ma przez to zbyt wiele czasu na budowanie jakiejkolwiek niestandardowej relacji z klientem. Do tego, głównie ze względu na stosunkowo krótką historię, polska bankowość nie wykształciła poszanowania dla stabilności i regularnie zdarza się, że nawet banki uznawane za konserwatywne od czasu do czasu „muszą się wyszaleć” i zrewolucjonizować ofertę, zwolnić jakiś departament albo z banku klasycznego, zostać bankiem internetowym lub odwrotnie. Do tego dochodzi ciągła pogoń za „nowym klientem”, który w statystykach premiowych liczy się bardziej, niż utrzymanie klienta wieloletniego. W takich warunkach bardzo ciężko budować bankowość relacyjną, więc nie dziwi awersja niektórych przedsiębiorców przed posiłkowaniem się kredytem, nawet gdy jest on teoretycznie dostępny.