Jakie są przyczyny niezbyt udanej współpracy w ramach Partnerstwa Publiczno-Prywatnego w Polsce?

Nieudana współpraca w ramach PPP to duży problem dla gospodarki. Szczególnie obecnie, gdy z jednej strony premier Morawiecki zapowiada duży nacisk na inwestycje, a z drugiej strony ich udział w gospodarce wciąż jest mały, a ostatnie kwartały pokazują słabsze wyniki ich przyrostu. Bez projektów realizowanych w formule PPP będzie bardzo trudno zrealizować rządowe zamierzenia zawarte w Planie na Rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju. Przyczyną problemów na polu współpracy między sektorem publicznym, a prywatnym wydaje się przede wszystkim brak zaufania. Półżartem można powiedzieć, że w ostatnim czasie formuła PPP została rozszerzona o czwarte P - prokuratora. Na styku interesów prywatnych i publicznych wciąż dochodzi do wielu nieprawidłowości i nadużywania kompetencji. Urzędnicy patrzą z podejrzliwością na biznes, a biznes na urzędników.

Sytuacja na szczęście powoli się zmienia, zapisy w ustawach stają się coraz lepiej dostosowane do rzeczywistości, a współpraca coraz bardziej transparentna. To pozwala mieć nadzieję, że PPP stanie się ważnym czynnikiem dynamizacji inwestycji i wzrostu gospodarczego. Kluczowe są tu kwestie obustronnego zaufania, bo zaufanie to smar dla biznesu.

Premier Morawiecki apeluje o znaczne ograniczenie wydatków środków publicznych na inwestycje typu aquaparki, stadiony czy muzea na rzecz wydatków generujących przychody i zapewniających zwrot poniesionych środków. Czy jest to słuszna polityka?

Polska ma ogromne zaniedbania w sferze usług publicznych. Odejście od polityki rozwoju przestrzeni publicznej byłoby bardzo niekorzystne z punktu widzenia potrzeb obywateli. Jak pokazują dane Komisji Europejskiej, Polska ma niski udział transferów socjalnych, dużo niższy niż średnia w Unii Europejskiej, co sprawia, że mamy duży odsetek obywateli wykluczonych społecznie. Oni, bez wsparcia publicznego, nie będą w stanie korzystać z prywatnych i drogich ośrodków sportowych czy kulturalnych.

Natomiast premier Morawiecki ma absolutnie rację, że pora skończyć z rozrzutnością, z przeznaczaniem środków europejskich na inwestycje, które nie profitują należycie. Niektóre gminy miewają ambicje by za wszelką cenę dorównywać sąsiadom, więc jeśli tam pojawia się aquapark, to władze takiej gminy chcą go również u siebie. Potem okazuje się, że obiekty te są w połowie puste, a przy tym generują wysokie koszty stałe czyli koszty osierocone. Inwestowanie środków publicznych wymaga starannego kompleksowego holistycznego podejścia, wnikliwych analiz, z uwzględnieniem dłuższego horyzontu czasowego oraz pełnego, ciągnionego rachunku kosztów i efektów. Nie oznacza to jednak ,że rachunek taki ma ograniczać się wyłącznie do formuły biznesowej. Powinny być w nim uwzględnione także cele i efekty społeczne oraz wynikające z nich korzyści synergiczne, czyli rzutujące korzystnie na inne dziedziny, np. związane z ochrona zdrowia.

Jak ocenia Pani rządowe i samorządowe programy i narzędzia ułatwiające inwestycje prywatne, szczególnie typu green-field? Czy nadal potrzebujemy funkcjonowania Specjalnych Stref Ekonomicznych?

Mam wiele zastrzeżeń do funkcjonowania SSE - m.in. deformują one zasady konkurencji i nierzadko pogarszają warunki funkcjonowania krajowych producentów spoza SSE. O ile 20 lat temu, gdy polska gospodarka dopiero wchodziła w struktury rynkowe, takie promowanie inwestorów było uzasadnione, o tyle teraz wiele wskazuje, że te zachęty nie spełniają swojej roli. Badania jasno pokazują, że atrakcyjność inwestycyjna danej lokalizacji zależy przede wszystkim od infrastruktury, dostępności kadr, przejrzystych regulacji prawnych, sprawności sądownictwa, a także od bezpieczeństwa kontraktów handlowych, a w znacznie mniejszym zakresie od przyznawanych ulg czy zwolnień podatkowych.