drażanie idei „smart city” jest już obligatoryjne dla wszystkich krajowych samorządów czy nadal jest to projekt dedykowany tylko wybranym jednostkom?

Skala obligatoryjności zależy od definicji "smart city". Jeżeli przez ten termin rozumie się wykorzystywanie najnowocześniejszej technologii do organizacji i zarządzania miastem to trzeba jasno powiedzieć, że stać na to nieliczne miasta i to nie w skali Polski, ale świata. Przy błyskawicznym rozwoju technologii, bycie "smart" wymaga ogromnych, nieustających nakładów finansowych. Firmy tworzące technologię narzucają olbrzymie tempo, więc oczywistym jest, że mało które miasto jest w stanie na bieżąco wdrażać wszystkie rozwiązania rynkowe. Jeśli natomiast spojrzymy na koncepcję "smart city" jak na system nowoczesnego, spójnego myślenia, zarządzania miastem przez jego mieszkańców, partycypację społeczną, współpracę na linii biznes-miasto-nauka to wtedy odpowiedź jest jedna – każdy samorząd stać na wdrażanie tych rozwiązań.

Skoro w tym drugim aspekcie nie występują większe koszty, to jakie inne bariery hamują rozwój nowoczesnych technologii na poziomie miast?

Bariery pojawiają się tam, gdzie brakuje odwagi, wyobraźni, innego spojrzenia na miasto. Zdarza się że burmistrzowie czy wójtowie wciąż są niedostatecznie zwróceni w kierunku obywateli, brakuje mechanizmów i narzędzi do współuczestniczenia w projektowaniu i zarządzaniu miastami przez mieszkańców. Mówiąc krótko, największa jest bariera mentalna. Jej pokonanie nie będzie proste, bo jesteśmy dopiero na początku tworzenia społeczeństwa obywatelskiego. Podkreślam – "smart city" to nie tylko mądre i nowoczesne władze miejskie, ale także mądrzy i nowocześni mieszkańcy, biznes i nauka.

Legislacyjne rozwiązania na poziomie centralnym sprzyjają czy hamują rozwój tej koncepcji?

Ja nie widzę za bardzo ułatwień w zakresie prawnym. Reforma administracyjna z 1999 roku ma już swoje lata i nie do końca jest przystosowana do obecnych realiów. Rozwój miast w gruncie rzeczy bazuje na indywidualnych pomysłach burmistrzów czy prezydentów. Brakuje wspólnej koncepcji. Ja od dawna lansuję tezę, że w zarządzaniu miastem potrzebny jest daleko idący profesjonalizm. Potrzebni są specjaliści wykształceni w tym kierunku, których zadaniem będzie doradzanie prezydentowi-politykowi. Jeśli radni będą mogli korzystać z wiedzy takiego specjalisty – umiejącego łączyć potrzeby urbanistyki, architektury, transportu, edukacji, technologii – to będzie to pierwszy krok w kierunku sukcesu. Tak jest np. w USA czy Wielkiej Brytanii, gdzie wybranych polityków lokalnych wspierają profesjonalnie przygotowani menadżerowie miast.

Czy wyborcy ze średnich i małych miast są już na tyle świadomi korzyści z inteligentnych rozwiązań, że popierają wydatkowanie środków na tego typu cele?

Każde miasto jest inne, ma swoje potrzeby i możliwości. Ja zawsze powtarzam, że miasta muszą rozwijać się dwutorowo - po pierwsze zapewniać podstawową infrastrukturę, ale równocześnie iść z duchem czasu. Mówiąc obrazowo, absolutną koniecznością jest zapewnienie starszym osobom możliwości wypoczynku w parku miejskim wyposażonym w ławki. Równolegle jednak trzeba wprowadzać nowoczesne technologię, wykorzystywać w funkcjonowaniu miasta np. Internet. Chcąc poznać preferencje mieszkańców danego miasta znów wracamy do podstaw "smart city" czyli komunikacji na linii ratusz-mieszkańcy i sztuki współuczestniczenia w kształtowaniu wspólnego miasta.