Dysponujący sumą kilkunastu – kilkudziesięciu tysięcy złotych, których nie chce trzymać na koncie. Taki jest statystyczny polski franczyzobiorca. Ale od tych zasad jest mnóstwo wyjątków – wynika z analizy Akademii Rozwoju Systemów Sieciowych. Podstawą robienia biznesu we franczyzie jest fakt, iż koncept jest sprawdzony – działa na swoim rynku od dłuższego czasu, stabilnie się rozwija i został empirycznie sprawdzony podczas zakładania jednostek własnych franczyzodawcy. Paradoksalnie nie oznacza to, iż franczyzobiorca jest przedsiębiorcą „idącym na skróty”. Po prostu płaci on za możliwość rozwijania swojej własnej firmy według pewnego scenariusza nakreślonego przez dawcę franczyzy.

Kim jest statystyczny polski franczyzobiorca? W zasadzie każdy zalicza się do grupy przedsiębiorców, na ogół w skali mikro- lub z sektora MSP. Na interes we franczyzie rzadko decydują się młodzi ludzie, zaraz po skończeniu swojego cyklu edukacji.

– Szacujemy, że mniej więcej 2/3 osób decydujących się na rozwój we franczyzie ma już za sobą doświadczenia z własnym biznesem. Wiedzą więc mniej więcej jak go prowadzić, na jakie wpadki narażony jest przedsiębiorca i czego mogą się spodziewać. Są ostrożni, ale jednocześnie otwarci na propozycje – mówi Andrzej Krawczyk, partner w Akademii Rozwoju Systemów Sieciowych. – Istnieje jednak grupa potencjalnych franczyzobiorców, którym trzeba uświadamiać, iż wraz z licencją nie nabywają działającego i dobrze prosperującego biznesu, lecz przepis na to, jak zbudować go własnymi rękami – podkreśla. Kolejnym karygodnym grzechem niektórych franczyzobiorców jest też samowolne „ulepszanie” konceptów franczyzowych. Oczywiście franczyza to nie niewola – można negocjować warunki i dzielić się wątpliwościami i informacjami z jej dawcą, ale własnoręczny tuning rzadko się udaje, grozi też zerwaniem współpracy.

Spora grupa franczyzobiorców to ludzie zamożni, szukający raczej możliwość zrobienia kolejnego biznesu bez narażania się na potknięcia bądź zabezpieczenia w ten sposób przyszłości swojej lub swoich bliskich. Nie oczekują oni natychmiastowych zysków, umieją długofalowo inwestować. Ciekawym przypadkiem jest np. Wojciech Szpila, jeden z największych franczyzobiorców McDonald’s, który obecnie prowadzi aż 6 lokali tej sieci. Ta firma w ogóle ma stosunkowo najwięcej multifranczyzobiorców – aż 70 proc. z nich prowadzi więcej niż jedną restaurację. W innych firmach jest podobnie – silnych multifranczyzobiorców ma też np. Subway, Esotiq&Henderson, Carrefour i wiele innych sieci. Znacznej części z nich nie da się zaliczyć do grona małych przedsiębiorców. Sam Wojciech Szpila zatrudnia ok. 350 osób.

Często zdarza się, że mąż żonie, żona mężowi czy rodzice dzieciom kupują jakąś formę biznesu, co jednocześnie jest lekcją obchodzenia się z własną firmą, jak i zapewnieniem im finansowej przystani. Taka decyzja nie powinna być jednak dla obdarowanego zaskoczeniem i wymaga dokładnych konsultacji.

Najbardziej popularną branżą we franczyzie jest gastronomia. Według ocen Akademii Rozwoju Systemów Sieciowych ponad 20 proc. wszystkich ofert franczyzowych w Polsce stanowią właśnie koncepty gastronomiczne. W tej branży jest również największy ruch, co roku powstają setki nowych kawiarni, restauracji czy barów. Pojęcie „ruch w interesie” oznacza też, że wiele z nich znika z rynku. Po części z powodów obiektywnych – okres prosperity lokalu gastronomicznego na ogół nie trwa wiecznie, zmieniają się mody, trendy, jedne dzielnice rosną w siłę, inne podupadają. Gastronomia – co zawsze warto podkreślać – to biznes dość trudny i wymagający specyficznych umiejętności połączonych ze świadomością tego, że najwięcej pracy czeka nas wtedy, gdy inni ludzie mają wolne.

Jeśli zaś chodzi o gastronomię, to największym wzięciem cieszą się koncepty nie wymagające zbyt dużych inwestycji, mało skomplikowane i gwarantujące sporą stopę zwrotu. Nic dziwnego, że na polskim rynku rządzą pizzerie. Największą siecią dysponuje Da Grasso. Pierwszy lokal sieci powstał w Łodzi w połowie lat dziewięćdziesiątych. Obecnie, każdego dnia, w prawie 200 (w znakomitej większości franczyzowych) lokalach Da Grasso sprzedaje się kilkanaście tysięcy sztuk pizzy.

Duże zainteresowanie gastronomią wynika po części z rozpoznawalności marek z tej branży, jak i powszechnej wiedzy, iż rozwijają się we franczyzie. Jedna z najsilniejszych marek na świecie – McDonald's jest sztandarowym tego przykładem. Zapał potencjalnych franczyzobiorców słabnie co prawda w zderzeniu z faktem, iż na sam początek trzeba mieć przynajmniej 1,2 mln zł i przejść gęste sito selekcji. Sprawia to jednak, że zwracają się oni ku tańszym konceptom. A w branży gastronomicznej łatwo je znaleźć – najtańsze kawiarnie można otworzyć już za kilka czy kilkanaście tysięcy złotych, a 30-40 tysięcy wystarczy, by postawić punkt z lodami, fast food czy nawet pizzerię.

We franczyzie rozwija się bardzo duża część rynku spożywczego i handlowego. Takie sieci jak Żabka, Małpka, Odido, Carrefour Express czy SPAR obracają milionami złotych i pod swe skrzydła przyjmują zarówno nowe sklepy, jak i działające na rynku podmioty. To bardzo duży segment rynku, choć kojarzony nieco bardziej z partnerstwem dystrybucyjnym, niż typową franczyzą. A nasz rynek jest olbrzymi i chłonny – na produkty FMCG wydajemy rocznie ponad 220 miliardów złotych. Dominująca na naszym franczyzowym rynku Żabka znajduje się w ścisłej czołówce największych sieci handlowych w Polsce. Ma ponad 3300 sklepów. Z badań GfK Polonia wynika, że co piąty Polak ma mniej niż 300 metrów do najbliższego sklepu Żabka lub Freshmarket a ciągle powstają dziesiątki kolejnych.

Poza tym dwoma silnymi segmentami, polscy franczyzobiorcy działają w niemal każdej możliwej branży. To dobrze, bo tę metodę rozwoju biznesu da się zastosować niemal (z większym lub mniejszym, ale sukcesem) wszędzie. Warto jednak pamiętać, że to my prowadzimy interes i powinien być zgodny z naszymi umiejętnościami i pasją.