Izabela Kielczyk
Psycholog biznesu, osobisty coach menedżerów, www.izabela.kielczyk.pl

 

Prawie co trzeci szef w Polsce jest kobietą, a co piąta kobieta na wysokim stanowisku ma kłopoty ze snem, odczuwa napięcie, silne bóle głowy, podenerwowanie oraz nie odczuwa już początkowej radości z pracy. Dlaczego? Kobiety biorą na siebie zbyt dużo obowiązków, zadań i chcą być we wszystkim doskonałe. Pracując z polskimi bizneswoman zauważyłam ich rosnącą tendencje do perfekcjonizmu i chęć wykonania wszystkich swoich obowiązków „jak najlepiej". Kobiety te dążą do tego, by każde zadania czy projekty za które są odpowiedzialne były zapięte na ostatni guzik oraz wolne od najmniejszych nawet niedociągnięć. Jednocześnie poradniki typu: „Jak być perfekcyjną bizneswoman" „10 kroków idealnej kariery" utwierdzają kobiety w przekonaniu że powinny być doskonałe. Niektóre kobiety uważają, że już samo mówienie o możliwości bycia niedoskonałą świadczy o braku pracy nad sobą lub zwykłym lenistwie.

Nadmierne dążenie do doskonałości i perfekcjonizmu może jednak przynieść nam więcej szkody niż pożytku. Wpadamy w nerwowy pośpiech, żyjemy w ciągłym biegu, stresujemy się każdym zadaniem nie mamy czasu by cieszyć się zwykłym życiem.

Przyjrzymy się zatem jakie pułapki perfekcjonizmu czyhają na nas na drodze naszej kariery.

1. Pozwalamy się wykorzystywać

Jeśli pokażemy, że zawsze wykonujemy swoje obowiązki doskonale, że chętnie zostajemy po godzinach, bierzemy pracę do domu i rezygnujemy z urlopów, to nie dziwmy się że koledzy i szefowie zaczną wymagać od nas coraz więcej. Jeśli bowiem udowodnimy, że ze wszystkim sobie świetnie radzimy, nie opędzimy się od kolejnych próśb, zadań i obowiązków. Dlaczego tak postępujemy? Mylimy sumienność z obsesyjnym perfekcjonizmem. Warto także wiedzieć o tym, że osoby nadmiernie skrupulatne, nadobowiązkowe i doskonałe są często zatrudniane w firmach po to, by je maksymalnie wykorzystać i po jakimś czasie zwolnić.

2. Wpadamy w przewlekły stres

Podejmując się coraz to większej ilości obowiązków, denerwujemy się, że nie damy rady wykonać ich na czas i zawalimy robotę. W związku z tym pracujemy coraz dłużej i intensywniej, ale jednocześnie odczuwamy spadek efektywności naszej pracy. Zaczynamy się stresować tą sytuacją, ale nie potrafimy z niej wyjść. Jednoczenie zdajemy sobie sprawę, że nie możemy rozciągnąć doby, by ze wszystkim zdążyć. Wpadamy w nerwowy pośpiech i nadwyrężamy swoje zdrowie fizyczne i psychiczne. Albowiem w przewlekłym stresie możemy być zmobilizowane i zdeterminowane do pracy na wysokich obrotach ale jednocześnie będziemy pracować poniżej swoich możliwości intelektualnych i emocjonalnych.

3. Chcemy spełniać oczekiwania innych

Pracując ciągle zamartwiamy się tym, że nie spełniamy oczekiwań innych np.: szefa, współpracowników, pracowników czy klientów. Ciągle zastanawiamy się nad tym jak odbiorą nas inni. Boimy się lęku przed negatywną oceną i w związku z tym chcemy wykonywać powierzone nam zadania jak najlepiej oraz często podejmujemy się wykonania wygórowanych i trudnych projektów. Działamy w myśl zasady: „Specjalistka od zadań niewykonalnych to ja". Udowadniamy sobie i innym, że damy radę wykonać zadanie z którym nikt do tej pory nie mógł sobie poradzić. Wypruwamy więc sobie żyły by pokazywać, że potrafimy z sukcesem zakończyć trudne zadanie. Tym sposobem staramy się udowadniać że można na nas liczyć i że jesteśmy niezastąpionym i nieocenionym pracownikiem.

4. Tracimy radość i satysfakcje z pracy

Coraz częściej zaczynamy mówić o czekających nas obowiązkach: „Muszę", „Powinnam ",„Należy" a coraz raz rzadziej używamy słów: „Chcę", „Mam ochotę". Zaczynamy patrzeć na czekające nas obowiązki i zdania w kategoriach przymusu, nakazu a nie przyjemności i radości z ich wykonywania. Zaczynamy utrzymać się na szczycie. Brak pochwał bowiem oznacza dla nas porażkę i upadek.

Pochwała to doskonałe paliwo dla pracoholików, ale niestety nie dojedziemy na nim bezpiecznie do celu. Jeśli wiele wysiłku wkładamy w osiągniecie kolejnego sukcesu zawodowego i oczekujemy, wręcz domagamy się pochwał od innych, to brniemy w ślepą uliczkę. Bo kiedy nie dostajemy tych pochwał, nakręcamy się jeszcze bardziej i zaczynamy zdobywać kolejne cele. Po co? By zwrócić uwagę innych na siebie, zobaczyć w ich oczach podziw i uznanie. Chcemy otrzymywać zewnętrze dowody uznania i na nich budujemy swoje poczucie wartości. Stajemy się coraz bardziej podatni na presję z zewnątrz, przesadnie zaczynamy liczyć się z oczekiwaniami innych i coraz mniej słuchamy siebie. A może korzystniej dla nas samych będzie nauczenie się opanowywania naszego dążenia do realizowania nierealistycznych i skrajnie wysokich wymagań wobec siebie samej i działanie w myśl zasady: „Zamiast wykonać zadanie na 100 proc., spróbuje czasem wykonać go na 80 lub 70 proc."? Starajmy się więc ograniczać stawiane sobie wymagania. Dajmy sobie taryfę ulgową i prawo bo bycia „no-perfekt". Nie nakręcajmy się. Nauczymy się odczuwać satysfakcję i radość z aktualnych osiągnięć i w zależności od indywidualnych możliwości odpowiednio planować kolejne zadania. Jeśli perfekcjonizm staje się głęboko zakorzenionym poczuciem sensu i nadrzędną wartością życia, warto przystanąć na chwilę i zadać sobie pytanie:

Czy tak właśnie chcę żyć?

Najważniejszym bowiem celem życia jest nauka doceniania szczęśliwych momentów w życiu i przyjmowania porażek bez żalu. Warto bowiem „pogodzić się z tym, czego nie można zmienić, mieć odwagę, aby zmienić to, co można zmienić, mieć pogodę ducha, by zaakceptować to, czego zmienić nie można, oraz posiąść mądrość, aby odróżnić jedno od drugiego”.