Taką drogę, do której został stworzony. Jeżeli ją odkryje, życie staje się dużo prostsze, a dokonywanie trudnych wyborów jest łatwiejsze. Najcięższa praca daje poczucie spełnienia, a każda przeszkoda staje się kolejnym stopniem w podróży na szczyt. Tak właśnie było w moim przypadku.

Byłam zwyczajną dziewczyną. Taką która poszła na studia, bo wszyscy szli. Taką, która miała chłopaka poza którym świata nie widziała. Studia nie dawały mi satysfakcji, dlatego w ich drugiej połowie otworzyłam z moją przyjaciółką pracownie projektowo krawiecką. Klientki kochały nasze kreacje, ale indywidualne projekty były znacznie droższe niż sukienki z sieciówki, bez zastrzyku finansowego firma upadła. W czasie studiów dorabiałam też jako kierowca busa. Po zakończeniu tej przygody droga raz po raz wzywała mnie, a jazda ciężarówką była moim najgłębiej ukrytym marzeniem.

W 2010 skończyłam studia i zdobyłam zawód nauczyciela. W międzyczasie mój związek rozpadł się, a rozstanie było bardzo traumatyczne. To był najgorszy czas w moim życiu. Życie samej było dla mnie katastrofą. Zaczęłam pracować w wyuczonym zawodzie co jeszcze pogorszyło moje samopoczucie. Jak miałam zachęcić dzieci do nauki, skoro ja sama nie zgadzałam się z programem nauczania. Pracowałam od 8 do 13, a do domu wracałam wypompowana. Zastanawiałam się czy tak będzie wyglądać reszta mojego życia, funkcjonowanie w nieznośnym dla mnie schemacie. Nie takiego życia chciałam i postanowiłam zawalczyć o inne.

Po raz pierwszy wsłuchałam się w siebie. Miałam marzenie ale nie do końca wierzyłam, że uda się je spełnić. Przecież kobiety nie jeżdżą ciężarówkami a na własną firmę byłam podobno za słaba. Nie miałam pieniędzy. Nigdy samotnie nie podróżowałam! Nie miałam pojęcia jak spełnić swoje marzenia, ale zaczęłam działać i po omacku stopniowo poznawałam jak funkcjonuje branża aby móc w niej zaistnieć.

Nagle nauka od rana do wieczora stała się ekscytująca. Egzaminy były niezwykle stresujące i bardzo kosztowne, a ja nie miałam środków na poprawkę. Po raz pierwszy w życiu robiłam coś dla siebie i cała reszta przestała się liczyć! Zdecydowana większość śmiała się ze mnie, ludzie powtarzali: „Nauczycielka na TIRa?!” „Będziesz tirówką!” „Kto by babę chciał zatrudnić” „Pojedziesz raz w trasę to zobaczysz jak szybko będziesz wracać z płaczem”. Tylko moja siostra od zawsze we mnie wierzyła i wspierała mnie.

Znalezienie pierwszej pracy zajęło mi pół roku i nie było proste. Moją drogę od początku aż do wyjazdu w pierwszą trasę opisałabym jako brnięcie po pas w bagnie. Zderzyłam się z wieloma uprzedzeniami dotyczącymi głownie mojej płci i wyglądu. Ale odkąd przeszłam przez to bagno, nagle jakbym wskoczyła do czystej rzeki z rwącym nurtem.

Teraz czuję, jak wszystko dzieje się samo. Praca przez 15h dziennie choć niezwykle wymagająca to jednak nie sprawia mi problemu. Ascetyczne życie w kabinie ciężarówki 2,5m x 2m, życie na walizkach - nie są dla mnie problemem, a wręcz dają mi szczęście. Propozycje pracy, o których na początku kariery nie śmiałam marzyć, same do mnie przyszły - Transport specjalistyczny, jazda ciężarówką o długości 4 'tirów', legendarne lodowe szlaki Kanady, pola naftowe i zakładanie 20kg łańcuchów na koła w środku dzikiego lasu nocą, przejechanie USA... Sama nie wiem, jak to wszystko się stało, ale udało mi się. Udało się dlatego, że usłyszałam swoje serce i poszłam za jego głosem, wbrew wszystkim i wszystkiemu. Pod prąd. Gdy pozwolisz poprowadzić się sercu, ono da Ci nieskończone pokłady energii, siłę, by pokonywać kolejne wyzwania i zbroję, by być odpornym na rzucane w Ciebie salwy śmiechu. Nagle okaże się, że masz w sobie więcej siły i odwagi niż możesz się tego spodziewać.