Przejście na swoje – najpierw był pomysł na własny biznes, a potem decyzja o rzuceniu korporacji czy odwrotnie?

Najpierw pojawił się pomysł. Potem po nocach trwały przygotowania do jego realizacji, które dodatkowo umocniły mnie w przekonaniu, że będzie to „strzał w 10”. Byłam pewna, że ten projekt się powiedzie. Dopiero mając tak przygotowany plan zdecydowałam o odejściu z korporacji. Nie zaryzykowałabym takiego ruchu „w ciemno”.

Jak rodził się pomysł na stworzenie własnej perfumerii? Długo przygotowywała się Pani merytorycznie do tego tematu?

Od dziecka interesowałam się perfumami i zawsze marzyłam o tym, by kiedyś móc otworzyć własną perfumerię. Mam za sobą udział w warsztatach w słynnym francuskim mieście Grasse, znanym m.in. z książki „Pachnidło”. Mogę z pełnym przekonaniem powiedzieć, że perfumy to moja wielka pasja. W pewnym momencie dostrzegłam duży potencjał dla tej branży w Polsce, ponieważ takich perfumerii na naszym rynku jeszcze nie było. Nawiązałam kontakty z dostawcami z Francji i „ruszyłam”. W prowadzeniu perfumerii pomagało mi także moje dotychczasowe doświadczenie, gdyż wcześniej zawodowo zajmowałam się marketingiem. Przy zakładaniu nowej marki była to nieoceniona wiedza i pomoc.

Jak wyglądały początki przedsiębiorstwa w ujęciu finansowym? Czy wszystko szło zgodnie z biznesplanem, który Pani wcześniej naszkicowała?

Od pierwszego dnia funkcjonowania perfumeria cieszyła się dużym zainteresowaniem. Była inna niż wszystkie, więc szybko stała się modnym miejscem na ulicy Mokotowskiej w Warszawie. Z perspektywy czasu mogę więc ocenić, że wszystko przebiegało zgodnie z założonym planem, a nawet lepiej. Po półtora roku od otwarcia pierwszego zakładu, doszliśmy już do sytuacji gdy otworzyliśmy 2 kolejne punkty – jeden w Krakowie oraz drugi w Warszawie. To chyba najlepiej świadczy o tym, że wszystko zmierza w dobrym kierunku.

„Kobieta w biznesie”. Czy kobietom jest łatwiej bądź trudniej na rynku biznesowym czy też płeć nie ma w poważnym biznesie żadnego znaczenia?

Myślę, że płeć nie ma znaczenia. Co najwyżej zwróciłabym uwagę na słynną kobiecą intuicję, na której często kobiety polegają przy podejmowaniu ważnych decyzji, nie tylko z resztą biznesowych. W sytuacji, gdy na początku drogi biznesowej nie mamy funduszy na badania konsumenckie opieranie się na intuicji na pewno nie zaszkodzi.  Jednak daleka jestem od podpisania się pod często słyszaną opinią, że kobiety w biznesie mają gorzej. Nie jest tak.

Jakich rad udzieliłaby Pani osobie, która się waha czy pójść w Pani ślady i zostawić za sobą pracę na etacie na rzecz własnego biznesu?

Po pierwsze powiedziałabym, że warto spróbować swoich sił we własnym biznesie. Z drugiej jednak strony przestrzegam, że nie zawsze jest to dobry ruch i nie za wszelką cenę należy go podejmować. Praca na etacie też jest „dla ludzi”, też może być przyjemna. Trzeba więc zastanowić się, jakie cechy charakteru w nas dominują i czy podołamy prowadzeniu własnej firmy. Jeśli jesteśmy kreatywni, mamy chęć realizowania własnych planów to tak - zróbmy to, przejdźmy na swoje. Musimy mieć jednak przekonanie, że to dobry krok. Wcześniej warto też skonsultować się z przyjaciółmi i fachowcami, którzy z dystansu ocenią czy nasz pomysł ma szansę powodzenia. Do tak odważnej drogi trzeba się dobrze przygotować, nie można tego robić pochopnie i spontanicznie.

Jak udaje się Pani godzić rolę businesswoman z rolą mamy dwójki dzieci? Czy konieczne jest wiele wyrzeczeń? Rodzina może być barierą dla otwarcia własnego biznesu dla innych kobiet?

Nie sądzę, żeby rodzina mogła być  taką barierą. Wręcz przeciwnie – myślę, że rodzina może być dodatkowym motorem napędzającym nas do pracy. Odchodząc z korporacji kierowałam się głownie myślą, aby nadal móc codziennie odbierać swoje dzieci ze szkoły. I to mi się udaję. Mając własny biznes sama zarządzam swoim czasem. Wszystko jest więc kwestią odpowiedniej organizacji. Np. tego wywiadu udzielam o godzinie 22:00, gdy dzieci już śpią. To się nazywa czasowa wolność i niezależność!