Kobiety doskonale radzą sobie w świecie zdominowanym przez mężczyzn. Obecnie w Jastrzębskiej Spółce Węglowej co dziesiąty pracownik jest płci żeńskiej. To niemal 10 procent wszystkich pracowników górniczej spółki. Wbrew panującej opinii, liczba kobiet zatrudnionych w górnictwie jest całkiem spora. A to oznacza, że kobiety coraz śmielej wkraczają w obszary działalności i zawody zarezerwowane do niedawna wyłącznie dla mężczyzn.

zarządzie Jastrzębskiej Spółki Węglowej zasiada jedna kobieta. Jolanta Gruszka, zastępca prezesa ds. handlu codziennie negocjuje warunki sprzedaży węgla niemal na całym świecie. – Miałam tę przyjemność, że od początku mojej kariery zawodowej zajmowałam się eksportem, szczególnie w krajach skandynawskich, na zachodzie i w Stanach Zjednoczonych. Muszę przyznać, że spotkałam tam wiele kobiet. Może nie na szczeblach decyzyjnych, ale na szczeblu operacyjnym, gdzie wtedy zaczynałam. Pani Prezes mówi, że nigdy nie miała ambicji, aby na siłę próbować się przebić albo udowadniać komukolwiek, że jest w czymś lepsza. Jest skoncentrowana przede wszystkim na pracy i wynikach, jakie osiąga Jastrzębska Spółka Węglowa. Podobnie zresztą, jak Iwona Gajdzik-Szot, członek zarządu ds. ekonomicznych w JSW KOKS. – Nie dzielę ludzi na kobiety i mężczyzn. Tylko na ludzi, którzy są kreatywni, rzetelni, zaangażowani i profesjonalni w tym, co robią. Od początku kariery Iwona Gajdzik-Szot była związana z finansami. Dwadzieścia pięć lat pracowała w bankowości korporacyjnej. Przegląd branż, z którymi miałam do czynienia dał szerszy horyzont. Bank uczy wszechstronności i najwyższych standardów. Ale to w przedsiębiorstwach toczy się realne życie gospodarcze – mówi Iwona Gajdzik-Szot. Jednak to kobietom trudniej się przebić. Często muszą udowadniać więcej, niż ich koledzy na podobnych stanowiskach. – Trzeba być aktywnym i pozwolić się zauważyć. Same musimy mówić, że jesteśmy świetne i damy radę. Bo kto, jeśli nie my?

 

Jolanta Gruszka, zastępca prezesa ds. handlu: Miałam tę przyjemność, że od początku mojej kariery zawodowej zajmowałam się eksportem, szczególnie w krajach skandynawskich, na zachodzie i w Stanach Zjednoczonych. Muszę przyznać, że spotkałam tam wiele kobiet.

 

Praca w górnictwie nie należy do łatwych, ale przynosi sporo satysfakcji, zwłaszcza, kiedy widzi się efekty. Polskie górnictwo ma doskonałą kadrę i bogate doświadczenie. A to już ogromne zaplecze, żeby iść dalej i poszukiwać coraz to nowszych rozwiązań dla górnictwa i koksownictwa. I właśnie tym zajmuje się Marta Jarno, zastępca dyrektora biura strategii i rozwoju w Jastrzębskiej Spółce Węglowej. Śledzi też światowe trendy rynkowe w stali, koksie i węglu. – Gdybym nie wierzyła w przyszłość tej branży i nie była ona dla mnie intersująca, pewnie by mnie tu nie było. Bardzo lubię to, co robię, bo rynek węgla, koksu i stali zmienia się nieustająco i nigdy nie mam poczucia stagnacji, a tym samym do mojej pracy nie wkrada się rutyna. Zwłaszcza, że górnictwo to dziś duże wyzwanie, a sprostać wymaganiom rynku nie jest łatwo. Nie liczą się już tony, ale ich jakość i koszt, po jakim je wydobywamy. Dlatego tak ważne jest innowacyjne i nowoczesne podejście do górnictwa. Polskie górnictwo nie ma się czego wstydzić, a Jastrzębska Spółka Węglowa ma doskonałą kadrę górniczą i unikatowe doświadczenie w górnictwie głębinowym, na bazie których powinna pójść dalej i poszukiwać nowych i innowacyjnych rozwiązań na bardzo solidnych fundamentach. Warto więc podejmować ambitne i śmiałe wyzwania, bo świat należy tylko do odważnych wizjonerów.

 

Iwona Gajdzik-Szot, członek zarządu ds. ekonomicznych w JSW KOKS: Trzeba być aktywnym i pozwolić się zauważyć. Same musimy mówić, że jesteśmy świetne i damy radę. Bo kto, jeśli nie my?

 

Większość kobiet pracujących w górnictwie nie zjeżdża pod ziemię. Zdarzają się jednak wyjątki. To między innymi miernicy, geodeci, inspektorzy czy nadsztygarzy. Nie boją się ani ciężkiej pracy, ani odpowiedzialności za załogę. Jedyne, co może je zdenerwować, to stereotypy na temat kobiet w górnictwie. Malwina Smulska jest geologiem górniczym w kopalni Budryk. W kopalni pracuje od trzynastu lat i jest jedną z niewielu kobiet, które regularnie zjeżdżają pod ziemię. Tam szkicuje przodek: bada korytarze, pobiera próbki, robi pomiary i wiercenia badawczo-geologiczne. A potem na powierzchni w swoim biurze przygotowuje odpowiednie szkice już w wersji elektronicznej. – Jak zaczynałam, to byłam zachłyśnięta zjazdami na dół. O niczym innym nie myślałam. Z perspektywy czasu bardziej dostrzegam pewne zagrożenia i wiem, że w tej pracy trzeba mieć silny charakter. Zrozumiałam, że to nie jest zawód dla słabych kobiet – mówi Malwina Smulska. Praca pod ziemią jest trudna i niebezpieczna. Najgorsza jest zmienność temperatur, wysokie zapylenie i duża wilgotność. W takich warunkach o przeziębienie nietrudno. Poza tym jest wiele zagrożeń metanowych i tąpaniowych. Do pracy z mężczyznami przywykła, do anegdot dotyczących kobiet na dole też. Trzynaście lat temu, kiedy zaczynała nikt poważnie jej nie traktował, a w lampowni każdy myślał, że zjeżdża na wycieczkę.

 

Marta Jarno, zastępca dyrektora biura strategii i rozwoju w JSW: Gdybym nie wierzyła w przyszłość tej branży i nie była ona dla mnie intersująca, pewnie by mnie tu nie było. Bardzo lubię to, co robię, bo rynek węgla, koksu i stali zmienia się nieustająco i nigdy nie mam poczucia stagnacji, a tym samym do mojej pracy nie wkrada się rutyna.

 

We wszystkich zakładach Jastrzębskiej Spółki Węglowej pracuje 1926 kobiet. To niemal 10 procent wszystkich pracowników górniczej spółki. Nikogo nie dziwi, że stanowiska administracyjno-biurowe obsadzone są w 86 procentach przez panie, ale coraz częściej można je spotkać również w dozorze. Duża grupa wykonuje też ciężkie fizyczne prace. Wbrew panującej opinii, liczba kobiet zatrudnionych w górnictwie jest całkiem spora. A to oznacza, że kobiety coraz śmielej wkraczają w obszary działalności i zawody zarezerwowane do niedawna wyłącznie dla mężczyzn.