aczynając od końca: co się traci przechodząc z korporacji do pracy na własny rachunek? Jakich zalet pracy w dużej firmie brakuje Pani najbardziej?

W życiu zawsze jest tak, że coś się traci, a coś innego zyskuje. Z jednej strony odchodząc z korporacji zyskujemy wolność, jesteśmy paniami swojego losu, już same decydujemy o swoich przedsięwzięciach. Z drugiej jednak strony, bierzemy na swoje barki ogromny ciężar odpowiedzialności nie tylko za siebie, ale i za innych, których angażujemy w nasz nowy projekt. Od tego momentu już wszystko zależy od nas. Należy przyzwyczaić się do możliwego braku struktury, stałej wypłaty czy wsparcia jakie daje korporacja. Zapomnijmy też o stałych godzinach pracy czy wolnych weekendach. Stajemy się troszkę niewolnikami własnych marzeń. Zyskujemy wolność, ale też tracimy poczucie bezpieczeństwa dopóki nie staniemy na nogi.

Co kobieta powinna poczuć w sobie by mogła uznać, że to właściwy moment na rozpoczęcie nowego życia zawodowego?

Odwagę. Do tego momentu się dorasta miesiącami. Ważne jest, aby za wcześnie nie łamać gałęzi, na której bezpiecznie siedzimy – mam na myśli stałą pracę i pensję. Własna firma powinna nie tylko dobrze rokować, ale zacząć przynosić dochód jeszcze kiedy jesteśmy na etacie. Gdy mamy wystarczająco dużo oszczędności aby przetrwać co najmniej dwa lata, i firmę, która już ma pierwszych klientów, to powinniśmy zacząć robić biznes-plan na pracę solo. Chociaż ciężko jest pogodzić dwie role i zaakceptować brak czasu dla siebie, to warto zagryźć zęby do momentu kiedy naprawdę będziemy w stanie wystartować z własnym biznesem. Ten moment startu sam przychodzi. Po prostu czujemy, że jesteśmy już gotowe.

Jak scharakteryzuje Pani środowisko polskich business-women? Czy panie się wzajemnie wspierają czy raczej są skoncentrowane na własnym biznesie?

Jestem pod wrażeniem polskich bizneswomen. Miałam okazję poznać wiele z nich, imponuje mi ich siła, wytrwałość oraz umiejętność łączenia pracy z życiem rodzinnym. Chociaż środowisko modowe jest specyficzne w kwestii łączenia sił czy dzielenia się wiedzą, to obserwuję więcej pozytywnych efektów tych relacji niż negatywnych. Miałam szczęście poznać fantastyczne kobiety, z którymi realizuję wspaniałe projekty. Często spotykamy się na konferencjach czy meet-upach. Podkreślam jednak, że to my same powinnyśmy wybierać kobiety, którymi chcemy się otaczać. Bycie „na swoim" jest wystarczająco stresujące, żeby jeszcze dokuczać sobie toksycznymi relacjami. Te są w każdym biznesie więc trzymajmy się od nich z daleka i wierzmy w ludzi i ich dobre intencje.

Jakie cechy charakteru odegrały u Pani największą rolę w owocnym przejściu drogi na szczyt?

Determinacja, chęć nieustannego uczenia się, ciekawość świata i uzależnienie od ryzyka. Często testuję się w różnych sytuacjach, przez co jestem narażona na porażki, ale nic taki nie uczy jak właśnie upadki. Tych nigdy nie wyeliminujemy bez względu na sferę życia. Zawsze kochałam ludzi, a później los oddawał mi tę dobroć innych z zadatkiem. Do szczytu jest mi jednak jeszcze nadal bardzo daleko.