wszem, należy redukować nadmierny lub zbyt długo trwający stres natomiast sama reakcja stresowa nie tylko nie jest niczym złym, ale stanowi wyraz ewolucyjnego przystosowania do wymogów, jakie niesie rzeczywistość. Bo czym jest stres? Najprościej mówiąc odpowiedzią na zagrożenie. Gdy dostrzegamy coś niebezpiecznego – potencjalną stratę albo zagrożenia dla tego, co dla nas cenne, a co psychologowie określają mianem zasobów – uruchamia się dość automatyczna reakcja naszego organizmu. Adrenalina, której wydzielanie nie wymaga pobudzania nowszych ewolucyjnie i odpowiedzialnych za myślenie części mózgu, wywołuje w organizmie szereg zmian. Przyspiesza pracę układ oddechowy i krwionośny, do krwi uwalniana jest glukoza, mięśnie gotowe są do działania, a zmysły wyostrzone i bardzo spostrzegawcze.  Umysł koncentruje się na zagrożeniu, a odczuwanie bólu czy zmęczenia ulega czasowemu zmniejszeniu a nawet wręcz zawieszeniu. Ponieważ koncentracja na zagrożeniu wymaga mobilizacji, niektóre układy, jak na przykład układ trawiennych, zwalają pracę. To dlatego zasycha nam w ustach albo mamy problemy żołądkowe, bo zmniejsza się wydzielanie soków trawiennych i jelita spowalniają pracę.

Gdy stres trwa dłużej pojawiają się nowe hormony  i nowe mechanizmy adaptacji. Kortyzol nazywany hormonem długotrwałego stresu nie ma już tak spektakularnego działania jak adrenalina, ale jego działanie prowadzi do wielu zmian w funkcjonowaniu naszego organizmu. Cały wysiłek tym razem koncentrowany jest na przetrwaniu, długotrwałej walce z zagrożeniem, a mobilizacja ta odbija się niestety negatywnie na takich funkcjach jak układ odpornościowych czy płodność. Gdy jednak stres trwa zbyt długo lub jest zbyt intensywny organizm wchodzi w stan wyczerpania i dopiero wtedy możemy mówić o negatywnych skutkach stanu stresu. Wcześniej, gdy stres jest umiarkowany nasze wysiłki skoncentrowane na poradzeniu sobie z nim  - skuteczne możemy wręcz mówić o pozytywnych konsekwencjach. Na tym polega przecież trening sportowy – dochodzimy do granic i je przekraczamy, a dzięki temu nasza forma ulega poprawie.

Opisana reakcja sprawdza się szczególnie dobrze, gdy cofniemy się jednak do czasów, gdy ludzie mieszkali w małych grupach, zajmowali się zbieractwem i łowiectwem, a większość zagrożeń wywołujących stres miała fizyczny charakter. Szanse na udane łowy, widok zbliżającego się drapieżnika czy też rozzłoszczonego pobratymca z maczugą skutecznie wyzwalały adrenalinę, a ta z kolei mobilizowała organizm tak, że naturalną reakcją był chęć ucieczki lub zaatakowania i walki. Problemem czasów współczesnych jest jednak  to, że wiele stresorów ma znacznie mniej uchwytny, fizyczny wymiar. Ryzykowanie pieniędzy, niesnaski z klientami, czy kontrahentami, poczucie niepewności na rynku czy napięcia w rodzinie, to źródła stresu, które nie są widoczne dla naszych oczu, ale nasz umysł reaguje na nie mniej intensywnie niż na przyczajonego drapieżnika. Oznacza to w praktyce pewien paradoks – czasy współczesne, w których mamy znacznie mniejszą szansę niż nasi dziadkowie na takie przykre doświadczenia jak głód, śmierci bliskich w dzieciństwie czy nasze przedwczesne odejście, wcale nie są wolne od uczucia stresu.

Te nowe źródła oznaczają jednak, że stres obecnie znacznie bardziej zależy od naszej interpretacji zdarzeń i naszego poczucia, na ile skutecznie potrafimy sobie z nim poradzić. To obszary nad którymi możemy pracować.