akie są główne różnice w traktowaniu Polek na arenie międzynarodowej obecnie, a kilkanaście lat temu?

Uważam, że rzeczywiście taka różnica jest widoczna. Myślę, że wynika ona z dwóch powodów: po pierwsze, oczywiście wiąże się ze wzrastającymi kompetencjami zawodowymi i tzw. „ personal skills” kobiet, które funkcjonują na arenie międzynarodowej, niektóre nawet od kilkunastu lat. Wchodzi również w życie młode pokolenie kobiet, które uczestniczą w takich programach jak np. ERASMUS. Wyposażają je one w większą pewność siebie, a ta ułatwia znacznie kontakty międzynarodowe.

Przyczyna druga to to, że dla zaistnienia jakiejkolwiek zmiany , w tym również zmiany w postrzeganiu polskich kobiet na zewnątrz – jest potrzebna masa krytyczna ich obecności. Nie znam zbyt wiele przypadków kobiet, które funkcjonują w środowisku międzynarodowym w wyniku poparcia władz krajowych.

Dopóki tych kobiet na scenie międzynarodowej było mało – i to nie tylko Polek, ale kobiet w ogóle – to każdej z nas przyglądano się podwójnie. Oceniano nas pod względem nie tylko kompetencji i osobistych zdolności, ale też tego, jak potrafimy pracować w zespole ( a najczęściej były to zespoły w dużej części męskie). Łatwiej znajdowano błędy i wypominano wady. Łatwiej było też podlegać ostracyzmowi za popełnione bądź nawet nie popełnione błędy. Kobiety były w dużej mierze zdane na swoją indywidualną wolę i umiejętność przetrwania w często obojętnym, czy nawet nieprzyjaznym środowisku, które uznawało ich awans w swoich strukturach za coś nieuprawnionego, albo co najmniej dziwnego.

W pewnym momencie jednak - pod wpływem prawnie wiążących parytetów i nastawienia na politykę równości, jak i też naturalnej selekcji, w której to kobiety okazywały się bardziej kompetentne, z większą emocjonalną inteligencją - pojawiła się, w różnych miejscach, masa krytyczna kobiet, a skład osobowy organów zarządzających, publicznych i prywatnych, zaczął się zmieniać . Tzw. „kobieca” perspektywa| zaczęła być uznawana za równoprawną część procesu podejmowania decyzji politycznych czy biznesowych. Polki były i są aktywnymi uczestniczkami tego procesu, jego beneficjentkami, ale też twórczyniami, w swoich polach działania, w tym w organizacjach i firmach międzynarodowych. I to jest proces, który będzie, mam nadzieję, umożliwiał realizacje aspiracji coraz większej liczby Polek.

Czy poprawa w postrzeganiu Polek to również efekt rozwoju ich kwalifikacji i przygotowania merytorycznego do pracy czy te czynniki w przeszłości też stały na wysokim poziomie?

Statystyki pokazują, że kobiety są generalnie lepiej wykształcone. Moje kontakty z Uniwersytetami Trzeciego Wieku pokazują, że zachowują potrzebę uzupełniania swojej wiedzy i znajomości świata także wtedy, gdy nie są już zawodowo czynne. Polki, ze względu na długoletnie tradycje zaangażowania zawodowego, również przed transformacją ustrojową, były dobrze przygotowane pod względem kwalifikacji i wiedzy do kontaktów ze światem zewnętrznym.

Problem był jednak w tym, że, po pierwsze, ten kontakt ze światem był przez długie lata limitowany i tylko nieliczne mogły naprawdę go poznać, również od strony organizacji zarzadzania, technologii etc.

Przeszkodą był również nieobecność gospodarki rynkowej w Polsce przez kilkadziesiąt lat. To sprawiło, ze przynajmniej jedno pokolenie Polaków i Polek siłą rzeczy „wypadło” z obiegu międzynarodowych stosunków gospodarczych. Kolejne pokolenie, już będące w wieku średnim, gdy nadeszła transformacja, musiało pewnych umiejętności, oczywistych w świecie Zachodu, uczyć się od najprostszego poziomu – no a to zabiera trochę czasu.

Dopiero tak naprawdę młode pokolenie, które dojrzewało po 1989 może w pełni korzystać z możliwości połączenia kształcenia z wiedzą praktyczną w gospodarce rynkowej. A to sprawia, ze młode Polki, które to potrafią, są postrzegane jako nieodbiegające w niczym od ich koleżanek z Francji, Niemiec, Hiszpanii, Włoch, Skandynawii czy innych krajów tzw. Zachodu.

Czy Polki w Europie są postrzegane podobnie jak ich koleżanki z innych krajów regionu? Czy można powiedzieć, że jeszcze utrzymują się stereotypy, że kobiety z Europy Środkowej i Wschodniej są „gorsze" niż ich koleżanki z Zachodu?

Rozróżnijmy dwie sprawy. Tak, oczywiście, takie stereotypy zapewne się utrzymują, ale dotyczą one nie tylko kobiet, ale w ogóle mieszkańców naszego regionu jako całości, bez specjalnych różnic jeśli chodzi o Europę środkową i Europę środkowo-wschodnią. Stereotypy są czymś bardzo krzywdzącym i niesprawiedliwym i powinniśmy robić wszystko aby je niwelować.

Natomiast rzeczą nieco inną jest to, że bazują one na pewnych faktach. Ponieważ nasz region, w różnym stopniu, ale jednak, był wiele dekad nieobecny w dyskursie społecznym Zachodu i jego przemianach, nasze postrzeganie pewnych spraw jest często, niestety, inne niż w „starych” krajach Unii. Dotyczy to np. szacunku dla instytucji, podejścia do praworządności, a także większego przyzwolenia na korupcję. No i niestety także postrzegania praw obywatelskich, w tym praw kobiet.

Nasze koleżanki z Zachodu bardzo często dziwią się, ze kobiety z naszego regionu akceptują pewne zachowania, wypowiedzi, o charakterze seksistowskim na gruncie politycznym, czy w ogóle publicznym, które w ich krajach są rutynowo potępiane i wykorzeniane. W naszych krajach swobodnie pisze się niestworzone rzeczy o gender, forsuje się restrykcyjne ustawy, dotyczące kobiet, etc.

Dlatego tak ważne dla zmiany tego obrazu były ostatnie „czarne marsze” w Polsce, ponieważ pokazały, że ta „inność” naszego regionu jest powoli przełamywana również w tych sprawach. I to jest bardzo pozytywne wydarzenie.

Z działalności których Polek na arenie międzynarodowej, zarówno w dziedzinie polityki jak i na innych polach, Polska może być szczególnie dumna?

Jest WIELKA LICZBA takich Polek. Ja mogę tu przedstawić swój prywatny kanon – i myślę, że jest to kanon szeroko uznawany: Agnieszka Holland, Urszula Dudziak, Magdalena Abakanowicz, Maria Siemionow, Justyna Kowalczyk, Olga Tokarczuk, Goshka Macuga.

Są to kobiety głownie ze świata sztuki, sportu czy medycyny. I w tych dziedzinach można tych nazwisk dodać wiele więcej. Niestety nie ma tu wielu kobiet-polityczek, które zafunkcjonowały na scenie międzynarodowej. Jednym z nielicznych wyjątków jest Hanna Suchocka, bardzo ceniona, honorowa obecnie, przewodnicząca Komisji Weneckiej, czy też moja koleżanka z Parlamentu Europejskiego Róża Thun. Myślę, że innych nazwisk znaczących w tej dziedzinie dopiero się musimy dopracować.