Olga Kozierowska
Trener biznesu, dziennikarka, mówca motywacyjny, ekspertka od życiowych zmian, założycielka Fundacji Sukcesu Pisanego Szminką, prywatnie mama trójki dzieci

 

Doświadczenie pokazuje, że mężczyźni idąc na rozmowę kwalifikacyjną od razu planują negocjowanie wyższego wynagrodzenia, bo idą po dobrą płacę. Kobiety zaś samo zaproszenie na rozmowę traktują jak sukces w efekcie idąc po pracę, a nie po płacę.

Fundacja Sukcesu Pisanego Szminką w najnowszym badaniu poprosiła kobiety o wskazanie największych barier w ich rozwoju zawodowym. Okazuje się, że to zbyt niskie zarobki powodują największą frustrację. Tylko 24 proc. ankietowanych określiła je jako adekwatne do swoich kompetencji.

Sama miałam z tym kiedyś problem. Wiązało się to z przekonaniem, że jasne określenie oczekiwań finansowych jest nie na miejscu. Funkcjonując przez wiele lat w świecie korporacji musiałam zmierzyć się wielokrotnie z negocjowaniem, a to pensji, a to podwyżki – co nie było łatwe. Moja droga do zaakceptowania, że odpowiednie wycenienie swojej pracy nie jest niczym złym, była długa.

Naczelny błąd, jaki popełniałam idąc na rozmowę o pracę, to negocjowanie z samą sobą. Jeszcze w domu wyceniałam swoje zaangażowanie i kwalifikacje na kwotę w zupełności mnie zadowalającą. W drodze na rozmowę, pod wpływem stresu, wycena ulegała obniżeniu. A gdy już padało pytanie o zarobki, wiłam się na krześle i wymieniałam kwotę o 20 proc. niższą.

Pozwalałam też, by emocje wychodziły na pierwszy plan. Na rozmowę z szefem wchodziłam przepraszając, że w ogóle przyszłam. Zapominałam o swoich osiągnięciach, zapominałam o logicznym uargumentowaniu swej prośby, pozwalając wygrać towarzyszącej mi frustracji. Wychodziłam jeszcze bardziej przepraszająca, a w domu dostawałam białej gorączki. Ze złości na siebie, ze złości na sytuację.

Wtedy poznałam wspaniałą kobietę specjalizującą się zarządzaniem zasobami ludzkimi. To właśnie jej zawdzięczam zmianę podejścia do negocjowania wyższego wynagrodzenia.

Uświadomiła mi, że koszt utraty przez pracodawcę dobrego pracownika jest ogromny i wiąże się z dużym ryzykiem. Mądry pracodawca da podwyżkę, zamiast angażować środki pieniężne i czas w poszukiwanie nowego pracownika. Co więcej, jeżeli mamy za sobą udokumentowane osiągnięcia i doskonalimy swoje kompetencje, to jest to wystarczający dla pracodawcy powód, by nas dodatkowo wynagrodzić.

Są też momenty, kiedy podwyżka się nam zwyczajnie należy. Gdy zwiększa się zakres naszej odpowiedzialności, mamy nadprogramowe obowiązki lub otrzymujemy awans. W takich sytuacjach powinniśmy o swoje zawalczyć. Pytanie: Jak?

Pierwszym krokiem jest przygotowanie konkretnych argumentów związanych z naszym wkładem w rozwój firmy. Dobrze jest spisać wszystkie osiągnięcia z ostatnich miesięcy, by później w usystematyzowany sposób przedstawić je przełożonemu.

Kolejnym powinno być sprawdzenie, ile zarabia się w danej branży. Warto upewnić się, czy nasze oczekiwania finansowe nie są zbyt wygórowane.

Etap przygotowań kończy opracowanie planu B, czyli strategii działania, gdy pracodawca na podwyżkę się nie zgodzi. Może to być np. negocjowanie dodatkowych apanaży w postaci opieki zdrowotnej czy elastycznych godzin pracy.

Czy powinniśmy zatem podjąć próbę negocjacji? Na bezpłatnych warsztatach Sukces TO JA zawsze powtarzam: „Zdecydowanie tak! Warto walczyć o siebie, bez względu na sytuację”.

Dlatego do grona całkiem nieźle radzących sobie w tej materii Gentlemanów, powinny także dołączyć Damy. Odrzucając niskie poczucie własnej wartości, emocje i strach. Bo co można stracić? Nic. Można tylko zyskać.