Jak rodził się pomysł Pani zaangażowania w projekt związany z kosmetykami? Czy była to Pani inicjatywa czy też została Pani do niej zaproszona?

To nie był mój pomysł. Zaprosił mnie do niego Jarosław Cybulski, który – jako doświadczony w tej dziedzinie – zaproponował wspólne przedsięwzięcie. Wcześniej miałam już okazję współpracować z nim, więc wiedziałam, że to pomysł wart rozważenia. Można więc powiedzieć, że projekt z kosmetykami to rezultat naszych wcześniejszych, wspólnych doświadczeń.

Będąc dzieckiem bądź młodą dziewczyną marzyła Pani o własnej marce kosmetyków bądź ubrań? Czy teraz czuje się Pani spełniona w tej materii?

Nie, nigdy nie przyszło mi do głowy, że kiedykolwiek będę miała przyjemność tworzyć własną markę kosmetyków. Jako dziecko miałam zupełnie inne marzenia i zainteresowania. Jednak odkąd pamiętam miałam problemy z cerą, a dla aktorki to nie lada problem. Z konieczności więc interesowałam się środkami pielęgnacyjnymi i kremami, byłam często pacjentką dermatologów. Przez wiele lat używałam środków do pielęgnacji i leczenia skóry, które były dostosowane do moich potrzeb i na zamówienie tworzone w aptece. To wieloletnie doświadczenie, wiedza czerpana z autopsji teraz owocuje. Dzięki temu mogę wyjść z tak bogatą linią kosmetyczną do innych kobiet.

Jakie były początki firmy i jakie największe problemy musiała Pani pokonać przy rozwijaniu projektu?

Firmę prowadzą doświadczeni specjaliści w tej dziedzinie. Dystrybucją ani filozofią sprzedaży ja się nie zajmuję. Spełniam się natomiast na innych polach. Ściśle współpracuję i uczestniczę w rozwoju projektu, ale tylko w zakresie, w którym mam odpowiednie kompetencje. Opowiadałam Jarkowi o moich preferencjach i potrzebach. Tak to się zaczęło. W rezultacie powstał krem specjalnie dla mnie, a następnie pomysł firmy i linii „JANDA” i tak zaczęła się nasza ścisła współpraca. Teraz głównie testuję kolejne kremy, doradzam, zgłaszam swoje uwagi dotyczące rezultatów działania, zapachu, konsystencji, opakowań czy asortymentu. Resztę codziennych spraw związanych z prowadzeniem marki oddałam swoim współpracownikom, którzy znają rynek i potrafią się na nim poruszać.

Jakimi wartościami kieruje się Pani przy tworzeniu swoich kosmetyków? Do kogo ten produkt jest skierowany?

Przystępując do współpracy założyliśmy, że będą to kosmetyki docelowo zarówno dla kobiet jak i dla mężczyzn. Cenowo chcieliśmy je umieścić na średniej półce – nie są bardzo tanie, ale też niezbyt drogie.  Hasło „Bądź prawdziwa” nie jest puste - nic nie udajemy, nasze kosmetyki tworzą doświadczeni chemicy i specjaliści. 

Czy możliwe jest rozszerzenie gamy produktów np. o żywność, odzież kobiecą czy dodatki odzieżowe?

Na razie tego nie planujemy. Firma myśli teraz o propozycjach kosmetyków skierowanych do młodszych kobiet.

Jak godzi Pani swój czas, uwagę i zaangażowanie między teatr, a kosmetyki? Czy da się łączyć oba te przedsięwzięcia bez utraty jakości dla żadnego z nich?

Nie mam z tym żadnych problemów. W sprawach związanych z marką „JANDA” spotykamy się regularnie, ale nie jest to dla mnie nadmiernie absorbujące, a przede wszystkim jest to przyjemne. Pracuję z fachowcami, z ludźmi, za którymi stoją lata doświadczeń w dziedzinie kosmetyków. Mają swoją wiedzę, ale jednocześnie potrafią i chcą słuchać mnie. A ja reprezentuję w rozmowach z nimi inne kobiety, które mają swoje kobiece potrzeby, gusta i przyzwyczajenia. Moi współpracownicy uważają, że jestem „wytrawnym praktykiem z ekstremalnymi wymaganiami”. Cała ta część mojego życia to dla mnie nadal wielka niespodzianką i nowe doświadczenie, ale znajduję się w tym coraz lepiej.