Jest Pani profesorem, naukowcem i bizneswoman. Która z tych sfer życia jest dziś Pani najbliższa?

Moja aktywność w biznesie jest naturalną konsekwencją zainteresowań naukowych. W obu tych obszarach – teorii i praktyce – zajmuję się marketingiem i rynkiem. Uważam, że bez odnalezienia się po stronie praktycznej nie byłabym wiarygodnym teoretykiem. To elementy komplementarne. Bardzo cenię swoją praktykę rynkową, bo jest ona jasnym sygnałem dla moich studentów, że uczenie teorii ma sens, gdyż potem znajduje ona zastosowanie w praktyce.

Odpowiadając stricte na pytanie – jestem naukowcem osadzonym w biznesie. Na polu praktyki doradzam w obszarze badań klientów w Deutsche Banku. Generalnie, akademik w praktyce gospodarczej widzi zjawiska bardziej kompleksowo i łatwiej mu uogólniać wyniki badań i zebrane dane zamienić na odpowiednie zjawiska.

Czy łączenie życia zawodowego z życiem rodzinnym stanowiło dla Pani wyzwanie?

O moje zaangażowanie w życie rodzinne trzeba by zapytać mojego syna (śmiech). Mówiąc poważnie, uważam, że paradoksalnie macierzyństwo i życie rodzinne sprzyjają pracy naukowej. To dwa światy, które wzajemnie się uzupełniają. Po długiej pracy naukowej ma się ochotę na pełne poświęcenie rodzinie i odwrotnie – spotkania rodzinne dają mi napęd do życia, w tym do pracy zawodowej. Zawsze starałam się traktować pracę jedynie jako wycinek życia, utrzymywać życiową homeostazę na wszystkich poziomach. Jeśli chodzi o ograniczenia czasowe, to uważam, że wszystko jest kwestią odpowiedniej organizacji kalendarza. Moja praca nie wymagała ode mnie codziennej, 8-godzinnej obecności w biurze, mogłam podchodzić do swoich naukowych obowiązków bardziej elastycznie.

Czy Pani płeć miała jakikolwiek wpływ na tempo Pani kariery naukowej lub biznesowej? Bycie kobietą jest katalizatorem czy hamulcem kariery?

W odsłonie biznesowej pracowałam głównie z mężczyznami i zauważyłam, że jako kobieta potrafię inaczej podejść do niektórych sytuacji. Pierwiastek kobiecości łagodzi sytuacje stresowe i konfliktowe. Miałam też wrażenie, że jako kobiecie łatwiej mi się rozmawiało z przedsiębiorcami. Przede wszystkim jednak podkreślam, że obecnie w biznesie liczą się kompetencje. Nie zauważyłam nigdy, by płeć mi przeszkadzała.

Jeśli chodzi o płaszczyznę naukową to zdobyłam tytuł profesora w wieku 50 lat. Wśród kobiet w mojej dziedzinie to raczej rzadkość. W tym aspekcie mężczyznom jest łatwiej, kobiety swoje tytuły zdobywają nieco później.

Biega Pani również maratony. Te biegi to ucieczka od codzienności, kilka ekstra godzin na przewietrzenie głowy?

Sport to dla mnie platforma do realizowania swoich kolejnych marzeń. Jako młoda dziewczyna nie byłam „sportowa”. Zaczęłam biegać z typowych dla kobiet powodów, czyli dla sylwetki. Najpierw uprawiałam biegi krótsze, m.in. 10-kilometrowe, a dopiero potem pojawiło się marzenie, aby przebiec półmaraton. Lubię stawiać sobie poprzeczkę coraz wyżej. Biegam przede wszystkim dla siebie – nie dla wyników, nie dla chwalenia się. Biegi długodystansowe sprzyjają poznaniu samego siebie, swojego własnego organizmu. Mnie maraton nauczył gigantycznej pokory oraz potwierdził, że ciężką pracą można osiągnąć swoje cele. Biegając kieruję się mottem „Maratonka się nie mazgai; maratonka idzie dalej”.

Nie czuje Pani czasem wypalenia zawodowego? Gdzie znajduje Pani motywację i inspirację do dalszego doskonalenia osobistego?

Zawsze gdy skończy się pisać książkę i zaczyna ona już żyć własnym życiem to przychodzi moment, gdy człowiek jest „wymięty” i wypalony. Musi minąć pół roku, aby dobry naukowiec zebrał myśli i znów poczuł chęć do pracy twórczej. Aby uniknąć wypalenia staram się zmieniać pola swoich zainteresowań – nie chcę gonić za własnym ogonem. To pozwala mi spojrzeć na pewne zagadnienia z różnych perspektyw, napędza mój pęd do wiedzy. Poznawanie nowych zagadnień naukowych sprawia mi też dużą frajdę.

Skoro nie czuje Pani życiowego wypalenia, to na koniec zapytam krótko: Pani cele na przyszłość?

Na płaszczyźnie zawodowej mam dwa marzenia. Po pierwsze, nie chcę stracić obecnego poziomu komunikatywności z moimi studentami. Chciałabym zawsze rozumieć, co i jak myślą młodzi ludzie. Chciałabym, by oni odbierali język, którym się z nimi komunikuję jako swój. Po drugie chcę napisać książkę o polskim prestiżu widzianym okiem ekonomisty.

Jeśli chodzi o cele prywatne, to nie mamy tyle miejsca aby o nich napisać... W krótkiej perspektywie, numer jeden to ukończenie klasycznego maratonu, czyli biegu z Maratonu do Aten. To koszmarnie trudny bieg, w którym podbiegi stanowią prawie 30 km. Traktuję to jako spełnienie marzenia każdego długodystansowca – to dotknięcie pięknej historii, ale także gigantyczna radość. I drugie, zawsze aktualne marzenie: abym nigdy nie przestała się uśmiechać.