iężko jest być kobietą sukcesu? Dużą cenę płacisz za swoje zaangażowanie zawodowe?

To pytanie-prowokacja, bo od razu z tezą, że jestem kobietą sukcesu, i że zapłaciłam cenę… (śmiech). Już jako młoda dziewczyna wiedziałam, że nie będę miała spokojnego, harmonijnego życia. „Od zawsze” moje życie było dostosowane do rytmu pracy, ciągle byłam w napięciu, zawsze gotowa, zawsze „pod telefonem". Kierowałam się intuicją, sercem, potrzebą samorealizacji – nie kalkulowałam czy to właściwa, komfortowa droga. Dzisiaj mogę już sobie pozwolić na większą selekcję projektów, w których biorę udział, potrafię być bardzo asertywna. Nie znaczy to jednak, że mam więcej czasu dla siebie – nadal moja praca, która jest jednocześnie moją pasją, próbuje dominować nad życiem (śmiech). To charakterystyczne dla twórczych zawodów – nigdy nie wychodzi się z pracy. Cenię i szanuję to, gdzie jestem. Po prostu lubię swoje "tu i teraz".

Pojawił się taki szczególny, przełomowy moment, w którym pomyślałaś sobie: "Oho, odniosłam sukces"?

Każdy kolejny zrealizowany projekt jest dla mnie sukcesem, otwiera mi drogę do kolejnych wyzwań. Ja sukces definiuję według własnych wartości i jest nim ciągła potrzeba rozwoju, tworzenia, ale też odwaga wchodzenia w nowe obszary. Myślę, że bez podejmowania artystycznego i życiowego ryzyka trudno osiągnąć satysfakcjonujące wyniki. Ja nie chcę żeby było „letnio”, chcę przeżywać kolejne chwile wzruszeń i satysfakcji.

Bez jakich cech charakteru nie dałabyś rady dojść tak wysoko w świecie mody?

Myślę, że podstawą mojego sukcesu jest swoisty dualizm. Cechy miękkie, wrażliwe, artystyczne dopełnia umiejętność zarządzania, konsekwencja i upór. Nie bez znaczenia jest dobra komunikacja z ludźmi.

Posiadłam też umiejętność opanowania nerwów w kryzysowych momentach. Od dziecka uczyłam się pracować pod presją i w stresie – koncertowałam od siódmego roku życia, duże i małe sceny, podróże… To nauczyło mnie radzić sobie z emocjami i tremą. Praca w branży modowej to praca pod ogromną presją czasu, emocji, ludzi. To także bezustanne wystawianie się na oceny. Myślę, że to opanowanie, zachowanie równowagi, ale też odwaga w podejmowaniu decyzji są kluczowe. Kolejna sprawa to samodyscyplina – nie rozczulam się nad sobą, potrafię narzucić sobie wysokie tempo pracy i je wytrzymać. Oczywiście bardzo mi pomaga też długoletnie doświadczenie – zrealizowałam setki modowych projektów.

Branża modowa jest wdzięcznym rynkiem dla osób ciężko pracujących? Docenia swoich przedstawicieli czy też bardzo wiele zależy od szczęścia?

Element szczęścia zawsze jest potrzebny tak, jak w każdym innym aspekcie życia. Ja jestem przykładem, że ciężka, konsekwentna praca popłaca. Uczciwe podejście do obowiązków, pomysł, właściwa ocena swoich talentów, trochę szczęścia, ale też zawodowa odpowiedzialność to zestaw składników, który pomaga osiągnąć cel. Równie niezbędna jest wytrwałość – osoby, z którymi pracuję to nie tylko specjaliści, ale również wojownicy, którzy nie uciekają z pola walki (śmiech).

Wiele osób nie dostrzega etapu pośredniego i kluczowego zarazem – drogi, która prowadzi na szczyt. To zwykle długa i mozolna, często samotna wędrówka. Ja w branży mody pracuję od 22 lat, ale dopiero teraz mówi się o „moim sukcesie”. Ja raczej myślę o wspaniałej satysfakcji, którą czasami jest mi dane przeżywać oraz o ludziach dużego formatu, z którymi mogę pracować. Już na początku drogi zdefiniowałam, co dla mnie znaczy osobisty sukces – było nim przekucie pasji w zawód. To pozwoliło mi przetrwać.