Oczywiście sektory usług czy finansowy stanowią bardzo istotny element struktury dochodu narodowego rozwiniętych gospodarek, ale są to także obszary, które bardzo mocno odczuły niedawny kryzys finansowy. Jeśliby szukać fundamentu dobrze funkcjonującego przemysłu, to ciężko nie wskazać na branżę chemiczną. Jej produkcja w znacznej większości (w Polsce ponad 70 proc.) trafia do innych gałęzi gospodarki dostarczając materiałów dla budownictwa, rolnictwa, przemysłu samochodowego czy spożywczego. Ponieważ branże te intensywnie się rozwijają, wprowadzając nowoczesne produkty, to i przemysł chemiczny musi zmieniać się, aby sprostać ich potrzebom i oczekiwaniom.

Po zmianach roku 1989, polski przemysł chemiczny dostosował się do nowej rzeczywistości, zwiększając produkcję sprzedaną, zdobywając nowe rynki, a także wchodząc jako inwestorzy do Czech, Niemiec, czy na Litwę. Firmy takie jak Grupa Azoty S.A., PKN Orlen S.A., czy Synthos S.A. są obecne w państwach Europy Środkowo-Wschodniej, a ich rynki eksportowe rozciągają się od Ameryki Płd. po daleką Azję. Rozwój ten spowodował, że branża ta zyskuje co raz ważniejszą pozycję na europejskiej mapie gospodarczej. Dobre wyniki chemii, szczególnie w latach 2011 i 2012 pokazują, także że w nowej rzeczywistości kryzysu i spowolnienia potrafiła ona szybko i skutecznie się dostosować.

Jednak motorów do zmian jest znacznie więcej. Część z nich związana jest właśnie z rozwojem gospodarki i zmieniającymi się oczekiwaniami konsumentów. Jednak szczególnie w przypadku Polski, szereg impulsów ma negatywny charakter i zmiany nie są motywowane chęcią rozwoju, a potrzebą dostosowywania się do regularnie zaostrzanego ustawodawstwa związanego z ochroną środowiska, rosnącymi cenami energii i utrudnieniami w dostępie do surowców. W teorii wydarzenia takie mogą mieć pozytywny wpływ na branżę, gdyż wymuszą poprawę efektywności energetycznej czy surowcowej lub spowodują przesunięcie obszaru zainteresowań w kierunku produktów wyżej przetworzonych, a więc o wyższych marżach. W praktyce jednak oznaczają tylko wzrost kosztów, gdyż nie można usprawniać produkcji w nieskończoność, a opracowanie nowych technologii i produktów pochłania co raz większe ilości czasu i nakładów finansowych.

Unia Europejska przoduje w ilości aktów prawnych regulujących kwestie związane z ochroną środowiska, a szczególne znaczenie ma tutaj polityka klimatyczno-energetyczna, gdyż przemysł chemiczny konsumuje duże ilości energii, która w UE należy do najdroższych na świecie. Jest to skutkiem z jednej strony kosztów wspierania energetyki odnawialnej,a z drugiej konieczności zakupu pozwoleń na emisje gazów cieplarnianych – koszt, którego nie ponoszą nasi konkurenci z innych regionów świata.

Co więcej, chemia musi konkurować z energetyką o jeden z podstawowych surowców – gaz ziemny. O sytuacji dotyczącej gazu ziemnego w Polsce powiedziano już wszystko i pozostaje jedynie mieć nadzieję, że liberalizacja rynku krajowego przebiegnie sprawnie, port LNG zostanie otwarty możliwie najszybciej, a także będzie można realizować zakupy błękitnego paliwa na giełdach europejskich. Przykład Stanów Zjednoczonych wyraźnie pokazuje, że dostęp do tanich surowców i energii napędza całą gospodarkę. Jednak nie można zapominać, że w USA legislacja związana z ochroną środowiska nie jest tak rozbudowana jak w UE, a tym samym koszty działalności są istotnie niższe. Problem ten niemal zupełnie nie dotyczy drugiej gospodarki świata, czyli Chin.

Jedną z odpowiedzi na pytanie o przyszłość polskiej chemii na pewno jest wprowadzanie wyżej przetworzonych produktów, które pozwalają lepiej zarobić. Jest to kierunek obrany przez największe firmy chemiczne na świecie. Nie można jednak zapominać, że wdrażanie nowych technologii i opracowywanie innowacyjnych produktów jest czasochłonne i generuje duże koszty. W tym aspekcie dużą szansą do wykorzystania są środki z kolejnego unijnego programu ramowego „Horyzont 2020”, który bardzo silne akcenty stawia na wdrożenia, a nie tylko na rozwój badań. Aby ten scenariusz się spełnił niezbędne jest z jednej strony zacieśnienie współpracy na linii nauka-przemysł, która w drugiej połowie XX wieku owocowała technologiami sprzedawanymi branży chemicznej na całym świecie, a z drugiej większej odwagi inwestorów do podejmowania nowych wyzwań.

Polska chemia z roku na rok poprawia swoją kondycję, o czym najlepiej świadczą rosnąca wartość produkcji sprzedanej, która w 2012 roku wyniosła 131 mld zł i malejący deficyt w handlu zagranicznym. Do dalszego rozwoju branży niezbędne są m. in. działania zarówno po stronie branży, przede wszystkim w obszarze wdrażania nowych i usprawniania istniejących technologii, ale także po stronie władz w Warszawie i Brukseli, które powinny zapewnić warunki sprzyjające rozwojowi przemysłu w Polsce i Unii Europejskiej.