Z jednej strony mamy bowiem postulaty wzrostu konkurencyjności gospodarki europejskiej oraz unijną politykę przemysłową, która zakłada zwiększenie udziału przemysłu w PKB Unii z 16 do 20 proc. do roku 2020. Z drugiej strony, Bruksela stawia bardzo wysoko poprzeczkę jeśli chodzi o cele środowiskowe, narzucając z góry i bez uwzględnienia specyfiki poszczególnych gospodarek wymóg ograniczania emisji CO₂ i szerszego zastosowania odnawialnych źródeł energii. Zgodnie z przyjętym kilka lat temu unijnym pakietem klimatyczno-energetycznym, do 2020 roku UE miałaby ograniczyć emisję CO₂ o 20 proc., zwiększyć efektywność energetyczną o 20 proc. i zwiększyć udział energii ze źródeł odnawialnych do 20 proc. Bruksela, chociaż zdaje sobie sprawę jak trudno osiągnąć założone cele, wciąż podnosi poprzeczkę. W tzw. Energy Road Map zaproponowano cel redukcji emisji CO₂ do roku 2050 na poziomie 80 proc. Według najnowszej propozycji Komisji Europejskiej, do 2030 r. emisja CO₂ powinna zostać zredukowana o 40 proc. w stosunku do 1990 r., a udział odnawialnych źródeł energii w produkcji energii elektrycznej ma wzrosnąć do 27 proc. Komisja postuluje także zmiany umożliwiające ingerencję w system handlu pozwoleniami do emisji.

W 2012 roku eksperci współpracujący z Krajową Izbą Gospodarczą szczegółowo wyliczyli ile polska gospodarka i społeczeństwo „zyska” na pakiecie klimatycznym. Koszty już wdrożonych działań z zakresu polityki klimatycznej wyniosą dla polskich przedsiębiorstw w 2015 r. ok. 
5 mld zł rocznie, a do roku 2030 wzrosną do ok. 13 mld zł rocznie. Kolejne planowane przez UE działania – proponowany cel redukcji emisji CO₂ do roku 2050 na poziomie 80 proc. - to dla polskiej gospodarki kolejne 9 mld zł rocznie od 2030 roku. Dla ilustracji problemu – 22 mld zł obciążeń klimatycznych firm stanowi ponad połowę zysku całego przemysłu z 2009 r., który wyniósł 40 mld zł. Branża chemiczna będzie jedną z tych, które najbardziej dotkliwie odczują skutki polityki klimatycznej Brukseli.

Krajowa Izba Gospodarcza od kilku lat walczy o pozytywne rozstrzygnięcia dla Polski w obszarze polityki klimatycznej. Na początku tego roku wystosowaliśmy list do Premiera, w którym prosiliśmy o interwencję i powstrzymanie Komisji Europejskiej przed ingerencją w strukturę wykorzystywanych w Polsce paliw. Podkreśliliśmy, że działania KE są sprzeczne z wielokrotnie ponawianym stanowiskiem Polski, by działania na rzecz ochrony klimatu w UE były powiązane z działaniami innych krajów (USA, Indie, Chiny), gdyż jedynie wówczas może wystąpić efekt odczuwalny w skali globalnej. Dążenie do samodzielnego obniżania emisji CO₂ przez Unię Europejską obniży jedynie konkurencyjność gospodarek państw członkowskich bez wymiernego efektu dla środowiska, gdyż emisje całej Unii w roku 2020 będą wynosiły jedynie 10 proc. wszystkich emisji na świecie. Z reakcji premiera można wnioskować, że argumenty spotkały się ze zrozumieniem.

Polityka klimatyczna była tematem ostatniego szczytu UE. Polski premier zapowiedział, że rozmowa o bardziej precyzyjnych celach klimatycznych, powinna być poprzedzona wyliczeniami, kogo ile to będzie kosztowało i jak wygląda mechanizm zadośćuczynienia dla polskich interesów. Dowiedzieliśmy się również, że na szczycie udało się przeforsować brak dalszej dyskusji o nowych celach i ambicjach klimatycznych na poziomie Unii Europejskiej. Powodem takiej decyzji była oczywiście sytuacja na Ukrainie. Szkoda, że dopiero poważny kryzys polityczny i zagrożenie dla bezpieczeństwa energetycznego Europy skłoniły Brukselę do refleksji nad pomysłami w obszarze klimatycznym. Co gorsza, wcale nie oznacza to, że za kilka miesięcy UE nie powróci do pomysłu, który z bezpieczeństwem energetycznym niewiele ma wspólnego.