Zajmuje się Pani zawodowo zarówno rzeźbą, instalacją jak i scenografią, a także projektami wnętrz i wzornictwem przemysłowym. Która z tych dziedzin jest dla Pani najważniejsza?

Wszystkie traktuję bardzo poważnie, jednocześnie bardzo lubię robić te wszystkie rzeczy. Najbliższe jest mi ostatnio projektowanie dla przemysłu, gdyż akurat takich projektów mamy obecnie w studio najwięcej. Chociaż też przygotowuje się w tej chwili do dużego międzynarodowego festiwalu Land Art w Polsce na Podlasiu nad Bugiem, którego pomysłodawcą jest znakomity polski artysta Jarek Koziara a organizatorem Fundacja Latająca Ryba i Urząd Marszałkowski Województwa Lubelskiego. Mamy z Jarkiem to samo nazwisko, słyszeliśmy o sobie od lat ale poznamy się dopiero na festiwalu z czego się bardzo cieszę. Może odkryjemy wspólne korzenie. Będę przygotowywać tam dużą instalację z materiałów naturalnych. Prawdopodobnie będzie zrealizowana z wikliny zgrzebnej, którą często wykorzystuję w moich instalacjach artystycznych. Dzięki Jarkowi właśnie poznałam jej inna, ładniejszą nazwę – wierzba energetyczna.

Dużo pracuje Pani z drewnem?

Bardzo dużo, zwłaszcza w przypadku projektowania mebli dla przemysłu. Lubię naturalne materiały, a takim jest właśnie drewno. Zresztą, wyrosłam w kulturze drewna. W Polsce bardzo wiele produkowało się i nadal produkuje się z drewna. Poza tym, mój dziadek był stolarzem, więc może dlatego jest mi ono tak bliskie. W dzieciństwie spędzałam dużo czasu w jego stolarni wśród wiór drewnianych.

Oprócz pracy w studio, wykłada Pani również na Politechnice oraz Instituto Europeo di Design w Mediolanie. Czy według Pani młodzież polska może konkurować na polu designu z młodymi projektantami włoskimi?

Nasi studenci nie mają się czego wstydzić. Jedyna rzecz, którą zauważają młodzi ludzie przyjeżdżający do Mediolanu z Polski na Erasmusa jest to, że brakuje nam umiejętności pracy w zespole. Tutaj na studiach prowadzi się wiele projektów, które wymagają współpracy. W Polsce jednak raczej rozwija się indywidualności. Jest jeszcze jedyna znacząca różnica pomiędzy uczelniami polskimi a włoskimi, a mianowicie zaangażowanie firm w działalność uczelni: organizowanie, workshopów, czy sponsorowanie projektów uczelnianych. Polskie firmy są dopiero na początku tej drogi, ale widzę, że coraz więcej firm angażuje się w projekty uniwersyteckie.