Praca drwala jest chyba jednym z najbardziej niebezpiecznych zawodów. W jaki sposób dba Pan o bezpieczeństwo własne oraz kolegów?

Konieczna jest odpowiednia odzież, która zapewnia nam odpowiednie bezpieczeństwo naszych nóg, gdyż te części ciała są najbardziej narażone na skaleczenia, jak również bluza w jaskrawych kolorach, najlepiej żółtym, by nas było dobrze widać, kask, ochraniacze słuchu i oczu oraz odpowiednie obuwie. Oczywiście, należy przestrzegać przepisów BHP, jednakże żadne przepisy nie potrafią do końca przewidzieć, co się wydarzy w lesie. W lesie nigdy nie pracujemy w pojedynkę, zawsze w parach. Musimy się z partnerem przede wszystkim dobrze rozumieć.

Jakie ma zalety taka praca, oprócz oczywistych, czyli pracy na świeżym powietrzu?

Na pewno swoboda czasu pracy. Nie chodzimy na konkretną godzinę, nie odbijamy karty. Minusem jest to, że, jak to się mówi, pogoda jest zawsze, ale aura jest zmienna. Czasem nie da się w ogóle pracować.

Jest to niewątpliwie praca bardzo uzależniona od pogody. Co robi się w lesie latem, a co zimą?

Latem jest więcej prac związanych z zagospodarowaniem lasu, czyli trzeba zasadzić drzewa, tam, gdzie zostały wycięte, pielęgnować je, czasem ogrodzić, aby zwierzyna nie zniszczyła. Zimą więcej tniemy drewna. Oczywiście, jeżeli temperatura spada poniżej minus 20 stopni, to przepisy BHP rygorystycznie zakazują jakiejkolwiek pracy w lesie. Praca w lesie jest poniekąd jak praca na gospodarce rolnej, z tym, że o ile cykl w rolnictwie trwa rok, o tyle w lesie trwa sto lat.

Ile razy wygrał Pan tytuł Mistrza Polski Drwali?

Mistrzostwa Drwali powstały niejako z popiołów w 2000 roku i od tej pory biorę w nich udział. Wcześniej, jeszcze w latach 70. i 80. odbywały się regularnie, potem ich zaprzestano. Udało się tę tradycję odbudować. Pierwsze oficjalne mistrzostwa Polski odbyły się w 2008 roku. Udało mi się je wówczas wygrać. W 2009 roku nie miałem tyle szczęścia, nie udało mi się powtórzyć sukcesu. Natomiast od 2010 roku, czyli od pięciu lat nikomu na razie nie oddałem tytułu.

Czy startuje Pan na arenie międzynarodowej?

Po sukcesie w 2008 roku, zaczęto mnie również zapraszać na zawody zagraniczne. Dotychczas brałem udział czterokrotnie w oficjalnych mistrzostwach świata, które odbywają się co dwa lata. Startuje w nich ok. 120-130 najlepszych ludzi z całego świata. Nie udało mi się jeszcze stanąć na podium; jak na razie najlepszy mój wynik to 35. miejsce.

Czy jest to drogi sport, jeśli chodzi o wyposażenie zawodników?

Dobre wyposażenie to wydatek ok. 10 tys. zł, więc nie każdy może sobie na taki sprzęt pozwolić. Wielu zawodników podpisuje jednakże umowy z profesjonalnymi firmami, t.j. Makita, Husqvarna, czy Stihl. Ja reprezentuje firmę Makita, która od 2006 roku wspiera mnie na arenie krajowej i zagranicznej. Za granicą jest to bardzo popularne, w Polsce dopiero się rozwija.

Na czym polegają te zawody?

Konkurencje związane z tym, co się normalnie wykonuje w lesie: ścinka, przerzynki, okrzesywanie. Z tym, że nie ścinamy drzew, ani nie okrzesujemy prawdziwych gałęzi. Oczywiście, Mistrzostwa to przede wszystkim widowisko i rywalizacja. Każdy musi mieć więc zapewnione takie same warunki. Zamiast drzew w lesie ścinamy więc pale, które są okrzesane z gałęzi i postawione na specjalnych stojakach. Z kolei konkurencja okrzesywanie polega na tym, że w pień wbite jest 30 kołków pod jednakowym dla wszystkich kątem i trzeba je jak najszybciej okrzesać. W zawodach liczy się także dokładność wykonanego zadania. Nie możemy np. zostawić sęka na więcej niż 5 mm.

Czyli liczy się czas i precyzja?

Tak, jak również bezpieczeństwo. Musimy być perfekcyjnie ubrani, wszystko musi być dopięte na ostatni guzik. W lesie często się zdarza na przykład, że biorąc pilarkę do ręki, jestem już ubrany, mam założony kask i słuchawki, ale siatka, tzw. przyłbica, jest jeszcze podniesiona. Zapala się pilarkę i dopiero wtedy opuszcza się siatkę. Na zawodach natomiast wszystko musi być w odpowiedniej kolejności, zgodnie z przepisami. W lesie kwestii bezpieczeństwa nie można bowiem lekceważyć.