ojazdy o napędzie elektrycznym dotychczas były w Polsce bardziej gadżetem dla wytrwałych niż użytecznym sposobem transportu. Ma to się zmienić pod wpływem ustawy o elektromobilności oraz planów produkcji polskiego e-auta.

Przełamywanie barier e-mobilności

Istniejące bariery sprawiają, że Polska jest na szarym końcu w UE pod względem rozwoju elektromobilności. Co najbardziej utrudnia boom e-motoryzacji?

Po pierwsze, znikoma liczba punktów ładowania (szacuje się, że jest ich ok. 150). Brak miejsc do ładowania oznacza brak aut elektrycznych. Z kolei ich brak – to nieopłacalność inwestycji w infrastrukturę do ładowania. Zamknięte koło, które przełamie ustawa – do 2020 r. w Polsce ma być dostępnych 6000 punktów ładowania o średniej mocy i 400 o dużej mocy.

Po drugie, wysoka cena zakupu samochodu elektrycznego. Gdy jednak uwzględnimy oszczędności, które pojawiają się na etapie użytkowania, to spora inwestycja po kilku latach zaczyna być atrakcyjna w stosunku do zakupu samochodu spalinowego. Tworzy się też rynek wtórny kilkuletnich aut elektrycznych. Na dłuższe podróże ich zasięg nie wystarczy, ale do codziennej jazdy po mieście – jak najbardziej.

Po trzecie, brak zachęt dla nabywców. Niemal wszędzie, gdzie elektromobilność jest dziś na wysokim poziomie, takie zachęty funkcjonowały. Ulgi finansowe lub podatkowe przy wymianie starych samochodów na elektryki, zwolnienia z podatku, zwolnienia z opłat za przejazdy, darmowe parkowanie i wjazd do stref niskoemisyjnych – to tylko przykłady wsparcia, mającego zachęcić do zakupu e-auta. Tego dotychczas w Polsce nie było. Jednak ustawa o elektromobilności oraz decyzje władz poszczególnych miast przynoszą poprawę, choć niewystarczającą.

Największe zmiany w miastach

Rozwój elektromobilności dotknie przede wszystkim miasta. To w nich jest największe zagęszczenie pojazdów (w Warszawie jest 3 razy więcej samochodów na mieszkańca niż w Berlinie czy Wiedniu) i w nich obecne samochody powodują najwięcej szkód (smog, hałas, wypadki).

Zmiany odczujemy, gdy powstaną strefy niskoemisyjne, do których będą wjeżdżać wyłącznie określone rodzaje pojazdów. Efektem będą zmiany przyzwyczajeń transportowych (przesiadka do komunikacji miejskiej, w której coraz więcej autobusów będzie elektryczna; korzystanie z rowerów; poruszanie się pieszo na krótkich dystansach). Spore kwartały miast staną się bardziej przyjazne do życia – cichsze, z lepszym powietrzem i z mniejszą ilością pojazdów.

Zmiany dotkną też energetyki. Kierowca samochodu elektrycznego nie potrzebuje stacji benzynowej. Pojazd ładuje w nocy pod domem lub w garażu, a w dzień w miejscu pracy. A do tego potrzeba infrastruktury, której brakuje na parkingach przy blokach, w garażach podziemnych apartamentowców, jak i przy biurowcach czy obiektach użyteczności publicznej. Konieczne będą inwestycje, ale również nowe podjecie do zarządzania zasobami energii elektrycznej.

Jednak najszybciej efekty elektromobilności możemy odczuć korzystając z komunikacji zbiorowej. Zgodnie z zapowiedziami urzędników do 2020 roku po drogach polskich miast ma poruszać się 1000 autobusów elektrycznych. To sporo zważywszy, że dzis jest ich niespełna 100. Obecnie wiele miast prowadzi postępowania na zakup elektrobusów; w największym z nich sama Warszawa kupuje 130 przegubowców obsługiwanych przez szybkie ładowarki. Czynnikiem sprzyjającym rozwojowi autobusowej elektormobilnosci jest produkcja tego typu pojazdów w Polsce.

Elektromobilnosć współdzielona

Rozwój elektromobilności związany jest z nowymi zachowaniami konsumentów. Coraz więcej osób odchodzi od „posiadać” do „użytkować”. Przestajemy kupować rzeczy, zaczynamy kupować usługi. Nie potrzebujemy posiadać samochodu, chcemy nim gdzieś dojechać. Stąd rosnąca popularność usług z obszaru ekonomii współdzielenia, np. carsharingu, czyli wynajmu aut na minuty. W Polsce w ten sposób można już wypożyczać kilka tysięcy samochodów. W Wrocławiu działa pierwsza miejska sieć, która w swojej ofercie ma wyłącznie elektryki. Może to jest przyszłość?