ecyzję o rozpoczęciu własnego biznesu można porównać do skoku na głęboką wodę lub, jak kto woli, wyjścia ze strefy komfortu. Z pewnością nie jest to przedsięwzięcie łatwe i każdy aspirujący przedsiębiorca powinien zdawać sobie z tego faktu sprawę. Są jednak kraje, w których biznesowy start wydaje się prostszy i takie, w których jest on zdecydowanie trudniejszy. Gdzie w tych kategoriach plasuje się Polska?

Zacznę od pozytywów. Z badań prowadzonych przez Startup Poland jasno wynika, że branża rozrasta się z roku na rok. Dostęp do wiedzy (kluczowy z punktu widzenia młodego przedsiębiorcy) jest coraz łatwiejszy i często darmowy. Powstają liczne programy akceleracyjne, za sprawą których startupy mają możliwość korzystania z doświadczeń i kontaktów biznesowych doświadczonych mentorów. Oprócz wsparcia ekspertów, ułatwiają one również dostęp do dużych firm, które mogą być zainteresowane nawiązaniem współpracy ze startupem. Liczne podmioty prześcigają się również w publikacjach ekspertyz, poradników dla przedsiębiorców i analiz, które po odpowiednim “odsianiu” również stanowią łatwo dostępne źródła wiedzy.

Drugim elementem startupowej układanki jest dostęp do funduszy na rozwój działalności. W przypadku młodych, innowacyjnych przedsiębiorstw finansowanie za pomocą instrumentów bankowych nie wchodzi na ogół w grę. Klasyczny bank nie jest zwyczajnie w stanie ponieść tak wysokiego ryzyka, a intensywny rozwój generuje niestety duże koszty. Z pomocą przychodzą w tym miejscu m.in. fundusze inwestycyjne venture capital, które specjalizują się w inwestycjach w startupy. Szacujemy, że obecnie w Polsce funkcjonuje około osiemdziesięciu pięciu takich podmiotów. Średnio, każdy z nich zainwestował w dziewięć spółek portfelowych. Zdecydowanie przeważają w tym zakresie inwestycje w spółki na początkowym etapie rozwoju (tzw. runda seed), w wysokości do 500 tys. złotych. Mamy jednak też przykłady inwestycji w dalszych rundach (z udziałem większego kapitału). Innym źródłem funduszy na rozwój projektu może być skorzystanie z jednej z platform equity crowdfundingowych, jak np. Beesfund, z pomocą których można w Polsce pozyskać do miliona euro od tłumu rozproszonych inwestorów.

Charakterystyczne dla polskiego rynku jest też duże zainteresowanie startupami wśród krajowych decydentów oraz przedstawicieli biznesu. Z jednej strony mamy do czynienia z otwartością i rosnącą świadomością specyfiki branży w kręgach korporacyjnych, z drugiej zaś z licznymi, rządowymi programami wspierania przedsiębiorczości. Warto zwrócić tu szczególną uwagę na instrumenty oferowane przez Polski Fundusz Rozwoju oraz Narodowe Centrum Badań i Rozwoju.

Wbrew temu co głoszą niektórzy, Polska nie jest jednak startupowym Eldorado. Nasz rynek jest stosunkowo młody w porównaniu do “konkurencji” z Europy Zachodniej, Izraela lub Krzemowej Doliny. Borykamy się w związku z tym z licznymi problemami, takimi jak niewystarczająca ilość pieniędzy prywatnych, niedobór specjalistów, czy też problemy z komercjalizacją projektów naukowych. Chciałabym jasno podkreślić, że jesteśmy na etapie “gonienia” bardziej rozwiniętych rynków. Co to oznacza dla młodych przedsiębiorców? Polska z pewnością jest dobrym miejscem do rozkręcenia działalności na jej początkowym etapie. Kluczowe jest jednak myślenie o swoim startupie w kategoriach jego globalnej konkurencyjności od samego początku budowania modelu biznesowego. Duży sukces wymaga stawiania sobie wysokich poprzeczek.