est Pan zwolennikiem korzystania z usług fleet-managera czy opcji, w której to zarządzający firmą sami dobierają pojazdy służbowe?

Zdecydowanie jestem za pierwszą opcją. Firmy działające na tym polu są coraz bardziej profesjonalne a ich oferty coraz bardziej elastyczne. Skoro biura korzystają z outsourcingu w zakresie sprzątania czy ochrony – i ten model się sprawdza – to powinny korzystać również przy nabywaniu samochodów służbowych. Jest to po prostu oszczędność czasu i energii.

Odejściem od tej zasady jest sytuacja gdy wśród pracowników firmy znajduje się człowiek, którego pasją jest motoryzacja, który na bieżąco śledzi rynek, a samochody są jego „konikiem”. Tak jest właśnie w przypadku mojej firmy, dlatego nie korzystamy z usług zewnętrznych, bo po prostu we własnych szeregach mamy pasjonata i specjalistę od tego tematu. Jako właściciel firmy dostaję od niego jedynie lapidarne maile z informacją o wyborze floty, a sam już nie muszę się w ten proces angażować. Natomiast w pozostałych firmach, których jestem współwłaścicielem, korzystamy właśnie z usług firm zewnętrznych.

Jest Pan miłośnikiem i znawcą tematów motoryzacyjnych. Nie kusi by samemu pochylić się nad tematem?

Oczywiście, że tak, ale w tym miejscu kłania się kwestia alternatywy. Swój czas i energię lokuję w obszarach związanych z zarządzaniem firmą, w których mogę być skuteczniejszy i efektywniejszy.

Jak często należy wymieniać flotę?

To jest zupełnie indywidualna kwestia. Interwał wymiany nie jest najważniejszy, a raczej ocena stanu tych samochodów, będącego wypadkową stosunku pracowników do sprzętu, który dostają do wykonywania swoich obowiązków. Trafnie definiuje to dowcip: „Które auto najlepiej wjeżdża na 25-cm krawężnik? Służbowe”. Jeśli widzę, że pracownik ma negatywny stosunek do sprzętu, który mu powierzam, a jednocześnie jest to człowiek istotny z punktu widzenia funkcjonowania firmy, to staram się przejść z nim na takie zasady współpracy, aby korzystał z prywatnego sprzętu z odpowiednim rozliczeniem.

Jakie nowinki technologiczne i gadżety są wg Pana nieodzowne przy korzystaniu z floty pojazdów?

Największym wsparciem jest nawigacja z aktualnym oprogramowaniem. Dedykowane urządzenia do nawigacji aktualizują się rzadko, co około pół roku, dlatego powinno się korzystać z nawigacji wgranej w smartfony, dzięki czemu można pracować na aktualnych mapach. Drugą zaletą korzystania z nadajników GPS jest możliwość kontrolowania pozycji i trasy samochodów. Po pierwsze, zwiększa to bezpieczeństwo pojazdu przed kradzieżą, a po drugie kierowca ma świadomość, że jego ruchy są monitorowane, co w konsekwencji ogranicza jego zapał do nieprzepisowej jazdy bądź do załatwiania służbowym samochodem prywatnych spraw.

A co z kamerami rejestrującymi jazdę i sytuację na drodze?

To rozwiązanie może być przydatne jedynie w sytuacji spornej spowodowanej wypadkiem czy awarią. Kamery mają natomiast coraz szersze zastosowanie w samochodach rajdowych, bo oprócz walorów szkoleniowych – eliminowaniu błędów – mogą służyć również do transmisji rajdów na żywo. Obawiam się, że w przypadku samochodów użytkowych taka transmisja nie wzbudziłaby wielkiego zainteresowania odbiorców…

Zgodzi się Pan z teorią przedstawiającą kierowców aut służbowych jako specyficzną grupę użytkowników dróg?

Będąc w trasie zaobserwowałem, że 60-70 proc. samochodów, które na drodze publicznej zachowują się agresywnie to pojazdy służbowe, o czym świadczy fakt, że są oklejone reklamami firmy. Czyli tak –zgadzam się z tym stwierdzeniem, co jednak nie znaczy, że są to gorsi kierowcy. Nie. Oni po prostu jeżdżą agresywniej, rzadziej przystosowują się do warunków panujących na drodze i rzadziej przestrzegają przepisów drogowych.

To efekt ich poczucia bezkarności w samochodzie czy presji czasu nałożonej przez zwierzchników?

Trzeba by przeprowadzić dokładniejsze badanie by celnie odpowiedzieć na to pytanie. Co nie zmienia faktu, że – tak jak powiedziałem – większość kierowców, którzy nie dostosowują się do panującej na drodze sytuacji to kierowcy samochodów służbowych.