I choć brakuje policyjnych statystyk pozwalających wyliczyć procent wypadków i kolizji przez nich powodowanych, to z całą pewnością ta liczona w milionach rzesza ludzi ma duży wpływ na bezpieczeństwo własne oraz innych użytkowników dróg.

Według danych Keralla Research, specjalizującego się w badaniach rynku flotowego, w Polsce mamy ponad 6,4 mln samochodów służbowych. Tymczasem brakuje regulacji prawnych odnoszących się do kierowców niezawodowych. Dlatego np. przedstawiciel handlowy, podróżujący w celach biznesowych po kilka godzin dziennie, nie jest objęty takimi samymi przepisami jak kierowcy zawodowi, wobec których wymaga się np. odpowiednich przerw w podróży czy dodatkowych badań. Kierowcy niezawodowi są w zasadzie zobowiązani wyłącznie do przestrzegania kodeksu drogowego. Zasady podnoszące bezpieczeństwo pracowników-kierowców mogą natomiast ustanowić sami pracodawcy. Niestety, ten obszar jest w wielu firmach zupełnie zaniedbany. Dotyczy to w większym stopniu firm z sektora MSP niż dużych korporacji, ale potencjał do poprawy jest wszędzie spory.

Według wielu przedsiębiorców, koszty szkodowości we flocie to przede wszystkim koszty wyższej składki ubezpieczeniowej oraz napraw nieobjętych ubezpieczeniem. Jednak szkodowość w taborze samochodowym to nie tylko wydatki na naprawy i składki. W rzeczywistości dla firmy o wiele większe znaczenie mogą mieć koszty pozafinansowe lub o odłożonym 
w czasie efekcie finansowym. Często są one pomijane, a jednak przestój w pracy, niewykonanie zlecenia lub niedostarczenie towaru na czas, spóźnienie na spotkanie biznesowe, czy wreszcie zaangażowanie czasu pracownika w inne sprawy niż obowiązki służbowe mogą mieć niejednokrotnie wyższą wartość niż sama szkoda. Do tego czasem dochodzą trudno policzalne koszty wizerunkowe – chyba nikt nie chciałby widzieć rozbitego auta 
z logo swojej firmy blokującego ruch na ważnej arterii.

Wielu pracodawców nie zdaje sobie także sprawy, że przepisy Kodeksu Pracy, choć nie dotyczą wprost polityki bezpieczeństwa flot, nakładają obowiązki z zakresu BHP, które należy stosować także w odniesieniu do pracownika za kierownicą. Zgodnie z nimi, pracodawca jest zobowiązany do podejmowania szeregu działań, których celem jest ochrona zdrowia i życia pracowników. W odniesieniu do zarządzania bezpieczeństwem floty, może to być ustanowienie regulacji wewnętrznych dla kierowców aut służbowych, edukacja pracowników, np. w postaci e-learningu, ekojazdy lub zajęć podnoszących świadomość kierowców o ryzyku w ruchu drogowym czy z doskonalenia techniki jazdy.

Firmy prowadzące aktywną politykę bezpieczeństwa mogą skutecznie wpływać na postawę swoich pracowników. Dzięki temu możliwe jest zmniejszenie poziomu szkodowości floty, a w konsekwencji zmniejszenie kosztów i mniejsze ryzyko prowadzenia biznesu. Według wyliczeń firmy Safety Logic, specjalizującej się we wdrażaniu programów bezpieczeństwa flot, możliwy do osiągnięcia spadek szkodowości przekracza 70 proc. (w ujęciu wartościowym), a korzyści z tytułu niższej składki ubezpieczeniowej dla floty 200 aut osobowych mogą przekroczyć nawet pół miliona złotych. Do tego dochodzi, w szerszej skali, ogólna poprawa bezpieczeństwa drogowego. Z tego wniosek, że bezpieczeństwo we flocie opłaca się wszystkim.