Młodzi ludzie szukają atrakcyjnych miejsc pracy, więc trzeba stworzyć im odpowiednie środowisko także na produkcji. To kwintesencja Przemysłu 5.0 – człowiek jest równie, a może nawet bardziej istotny niż technologia.

Tomasz Haiduk
Prezes Forum Automatyki i Robotyki Polskiej (FAIRP), związku pracodawców z branży robotyki i automatyki przemysłowej. Wieloletni dyrektor Sektora Industry i członek Zarządu Siemens. Ekspert automatyki, sieci przemysłowych i sterowań PLC/DCS/CNC. Wykładowca MBA Przemysł 4.0 na Politechnice Warszawskiej.
Dane IFR pokazują, że Polska zwalnia w robotyzacji, podczas gdy Węgry i Czechy przyspieszają – co stoi za tym spowolnieniem?
Polska gospodarka jest gospodarką dwóch prędkości. Z jednej strony mamy nowoczesne montownie międzynarodowych koncernów, z drugiej podstawową bazą są polskie małe i średnie firmy. Inwestycje koncernów podlegają sytuacji makroekonomicznej i geopolitycznej, a Polska odstaje od Węgier czy Czech, gdzie administracja jest bardziej przychylna inwestorom, procedury są prostsze, a programy wsparcia transferu technologii – efektywniejsze. Brakuje jednego miejsca do załatwiania pozwoleń, zamiast pielgrzymowania po urzędach – mogłyby to przejąć Strefy Ekonomiczne.
MŚP z kolei odwlekają robotyzację ze względu na niestabilny rynek, ale też relatywnie dobry dostęp do taniej siły roboczej – nie tylko Ukraińców, ale też napływu ludzi z Ameryki Środkowej i Azji, którzy zdominowali najprostsze stanowiska produkcyjne. Trzeci problem to brak spójnej, niekampanijnej polityki rządowej wspierającej transfer nowych technologii.
Co jest dziś największą realną barierą dla polskiego MŚP produkcyjnego, które chce wdrożyć pierwszego robota?
Trudno jednoznacznie wskazać jeden czynnik – koszt, brak ludzi, brak zaufania i otoczenie makroekonomiczne działają razem. Ryzyko inwestycyjne jest ogromne, brakuje kompetencji na nowoczesne stanowiska zarządcze. Wciąż działa program FENG i środki europejskie, ale bariery formalne w sięganiu po nie są wysokie. Problem edukacji jest palący – wiedza o nowych technologiach nie może opierać się na rolce na TikToku. Moim zdaniem główną barierą nie są finanse ani kompetencje ludzi, tylko brak przekonania zarządów o konieczności skoku inwestycyjnego.
Jak Przemysł 5.0 zmienia rolę operatora na hali produkcyjnej?
Właściwie poprowadzona robotyzacja to ukłon technologii w stronę człowieka – „zarządzaj robotami, a nie pracuj jak robot” to jedna z głównych idei nowoczesnej gospodarki. Młodzi ludzie szukają atrakcyjnych miejsc pracy, więc trzeba stworzyć im odpowiednie środowisko także na produkcji. To kwintesencja Przemysłu 5.0 – człowiek jest równie, a może nawet bardziej istotny niż technologia. Rola pracownika przechodzi od biernej części procesu do zarządzania flotą robotów, co wymaga nowych kompetencji i tworzy nowe miejsca pracy.
Od czego powinien zacząć dyrektor produkcji, który wie, że robotyzacja jest konieczna, ale nie wie, od czego zacząć?
Powinien porozmawiać z właścicielem i zarządem – to decyzja strategiczna, nie operacyjna. Dyrektor produkcji, pod presją bieżących planów, zwykle nie ma na to czasu. Trzeba przygotować wizję firmy na rok i pięć lat oraz wyznaczyć osobę – ambasadora Przemysłu 4.0 – odpowiedzialną za cały, holistyczny proces zmian, obejmujący nie tylko produkcję, ale infrastrukturę cyfrową i relacje z klientami. Poważnym błędem jest delegowanie tego jako dodatkowego zadania „po godzinach” – takie sprawy zawsze przegrywają z bieżącymi priorytetami. Warto wesprzeć się metodologią, np. unijną ADMA, żeby ocenić, czy robotyzacja to faktycznie właściwy kierunek. Robotyzacja nie jest remedium na sukces firmy, ale wybranie właściwej drogi jest kluczowe.