Skip to main content
Home » TSL » Branża TSL narażona jest na duże wahania koniunktury
TSL

Branża TSL narażona jest na duże wahania koniunktury

Fot.: Artur Mulak

Iwona Blecharczyk

Zawodowa kierowczyni, właścicielka Imagination Transport i globalna influencerka TSL (4M+ obserwujących). Łączy doświadczenie międzynarodowe z działalnością medialną, współpracując z topowymi markami i wspierając poprawę wizerunku branży.

Szacowany czas czytania: 7 minut

Warunki pracy kierowców ciężarówek bywają trudne. Brakuje przepisów, które uregulowałyby obowiązki i prawa poszczególnych podmiotów w branży i które poprawiłyby komfort pracy przewoźników. W efekcie coraz mniej osób decyduje się na podjęcie wyzwania bycia kierowcą ciężarówki.


Jakie konkretne zmiany chciałabyś widzieć od strony firm transportowych i instytucji, aby poprawić sytuację w branży transport–spedycja–logistyka?

Tych zmian, dość ważnych i do wprowadzenia „na już”, jest co najmniej kilka. Po pierwsze, należy uregulować sprawę niepłatnego czasu oczekiwania przez kierowców na załadunek i rozładunek towaru. Powinny zostać wprowadzone odpowiednie taryfikatory i obowiązek płacenia przewoźnikom, gdy czas przestoju przekracza np. godzinę. Takie rozwiązanie już funkcjonuje chociażby we Włoszech – za każdą godzinę oczekiwania powyżej 90 minut kierowcy przysługuje 100 euro. Podobne przepisy wprowadzono w Hiszpanii. W Polsce wciąż niestety jest wolna amerykanka, a koszty przedłużającego się załadunku czy rozładunku spadają na przewoźników. Jeśli jesteśmy już przy temacie załadunku towaru, to postulujemy też, aby zwolnić kierowców ze zwyczajowego obowiązku uczestniczenia w procesie ładowania i rozładowania. Kierowca nie jest od tego, by chodzić wokół samochodu z wózkiem widłowym i ustawiać ładunek. Ten czas powinien móc wykorzystać na odpoczynek, posiłek, prysznic czy nawet krótką drzemkę.

Kolejna rzecz, którą należy zmienić przepisami, dotyczy terminów płatności dla przewoźników. One powinny być skrócone do maksymalnie 30 dni. Dziś normą jest oczekiwanie na zapłatę 45 dni, czasem 60 dni, a zdarza się, że i dłużej. Nie widzę powodów, dla których przewoźnik miałby kredytować klienta. W przypadku braku płatności w przepisowym terminie powinny obowiązywać kary, tak by zmotywować klienta do terminowego regulowania należności.

Ostatnia z tych najważniejszych zmian, których jako kierowcy zawodowi się domagamy, dotyczy skrócenia łańcucha podwykonawców usług transportowych. Dziś zdarza się, że pojedyncze zlecenie realizowane jest jednocześnie przez kilka centrów spedycji, czyli kilku pośredników. To wprowadza chaos, a dodatkowo rozkłada marżę na zbyt wiele podmiotów.

Jak Twoje działania w social mediach oraz storytelling pomagają zmieniać wizerunek branży ciężarowej i wspierają rekrutację nowych kierowców?

Od wielu lat obracam się głównie w środowisku osób z branży transport–spedycja–logistyka, więc nie odbieram wielu sygnałów o tym, jak jesteśmy postrzegani na zewnątrz. Wiem jednak, że moje treści generują dość spore zasięgi i docierają do osób, które zawodowo nie mają nic wspólnego z branżą TSL, ale bardzo ich ciekawi, jak wszystko wygląda od środka. Mam też nadzieję, że moje wpisy poprawią społeczne zrozumienie naszej branży i tego, w jakich – czasami trudnych – warunkach musimy pracować, by dostarczyć towar w miejsce przeznaczenia. Może więc część kierowców aut osobowych z większą sympatią i z większym zrozumieniem spojrzy na kierowców ciężarówek i będzie mniej napięć i wzajemnych pretensji na drogach.

Wiem też, że moje wpisy w social mediach przyczyniają się do wzrostu popularności zawodu kierowcy. Zdarzają się bowiem sytuacje, w których podchodzą do mnie kierowcy i przyznają, że rzucili inną pracę i zaczęli jeździć, bo zafascynował ich ten świat po obejrzeniu moich materiałów. Inni z kolei mówią, że przerzucili się z lekkiego transportu na gabaryty, bo uznali, że skoro ja, kobieta, świetnie sobie ze wszystkim radzę, to i oni dadzą radę. Wiem też, że moje materiały są ważne dla innych kobiet, które chciałyby pójść moimi śladami – stawiają mnie jako przykład i tłumaczą rodzinie, że kierowcą zawodowym nie musi być tylko mężczyzna.

Iwona Blecharczyk: Chciałabym jednak, żeby w ślad za kolejnymi regulacjami wymuszającymi przejście na bardziej zrównoważony transport poszły też zachęty i ułatwienia dla przewoźników.
Fot.: Artur Mulak

Jak postrzegasz przyszłość transportu drogowego w kontekście zrównoważonego rozwoju, elektromobilności i zmieniających się regulacji UE?

Niedawno miałam okazję testować jazdę elektryczną ciężarówką i mam pozytywne odczucia. Przełom technologiczny na ogół rodzi się w wielkich bólach, więc pewnie jako branża potrzebujemy jeszcze trochę czasu, by w pełni przestawić się na nową technologię. Myślę jednak, że ostatecznie w miastach i wokół miast w przewadze pracować będą elektryki, bo one mają już wystarczające zasięgi do obsługi tych mniejszych odległości. Natomiast na dłuższych trasach w przewadze pozostaną samochody z silnikami spalinowymi, ale i tu dojdzie do pewnych zmian. Na popularności zyskiwać będzie paliwo typu HVO (Hydrotreated Vegetable Oil), czyli odnawialny, syntetyczny olej napędowy produkowany z odpadów, takich jak oleje spożywcze czy tłuszcze. To paliwo z jednej strony pasuje do obecnych ciężarówek dieslowskich, więc nie wymaga dostosowań po stronie pojazdów, a z drugiej strony emisja spalania dwutlenku węgla w przypadku HVO jest nawet o 80–90 proc. mniejsza niż przy tradycyjnym paliwie.

Przewoźnicy na razie z pewnym dystansem podchodzą do HVO, bo mają obawy, czy ten typ paliwa nie będzie zatykał wtrysków czy filtrów, ale z roku na rok na pewno coraz więcej zawodowych kierowców będzie się przekonywać do tego rozwiązania. To kwestia zmiany mentalności. Ci, którzy już testowali w swoich samochodach HVO, są z tej alternatywy zadowoleni. To też właściwy kierunek, jeśli chodzi o czystsze powietrze i ochronę środowiska naturalnego. Chciałabym jednak, żeby w ślad za kolejnymi regulacjami wymuszającymi przejście na bardziej zrównoważony transport poszły też zachęty i ułatwienia dla przewoźników. Mam tu na myśli dalszy rozwój infrastruktury do ładowania samochodów eklektycznych – a z tym w Polsce jeszcze różnie bywa – oraz zwolnienie aut elektrycznych z opłat za autostrady.

Jakie wyzwania branża TSL napotka według ciebie w 2026 roku?

Sytuacja w naszej branży jest ściśle powiązana z koniunkturą gospodarczą. A tu obserwujemy duże wahania, sygnały płynące z gospodarki europejskiej wskazują na jej niestabilność. To nie pomaga branży, bo trudno wyczuć trend i się do niego dostosować. Z jednej strony widzimy, że wiele firm transportowych redukuje flotę pojazdów albo wręcz się zamyka. Chwilę później przychodzi jednak ożywienie na rynku i zaczyna brakować samochodów i kierowców. W związku z tym jako branża czekamy na stabilizację w europejskiej gospodarce, by móc płynnie dostosować się do zapotrzebowania na transport krajowy i międzynarodowy. Wyzwaniem z pewnością będzie też podaż pracy – coraz więcej kierowców rezygnuje z tego zawodu, bo warunki naszej pracy są trudne. Młodzi też niespecjalnie garną się do jeżdżenia na gabarytach. Widzimy więc wyraźny napływ kierowców z Europy Wschodniej, Azji Środkowej czy nawet z Indii, ale docelowo życzyłabym nam, żeby warunki naszej pracy uległy poprawie na tyle, by nadal był to zawód cieszący się dużym zainteresowaniem. Wciąż jednak przykrym standardem są np. brudne sanitariaty, zarówno na miejscach rozładunku czy załadunku, jak i w Miejscach Obsługi Podróżnych. Często o tym mówię w moich materiałach, bo to czasami upokarzające, w jakich warunkach pracujemy.

Next article