Home » Nowoczesna firma » Rynek pracownika czy pracodawcy?
Nowoczesna firma

Rynek pracownika czy pracodawcy?

Andrzej Nitecki

Principal w firmie Executive Search: SpenglerFox, członek Zarządu Polskiego Stowarzyszenia HR

Do wybuchu pandemii i zamrożenia gospodarki panowała opinia, że w Polsce panował rynek pracownika, jeśli chodzi o stanowiska wykonawcze i specjalistyczne, nie wspominając już o specjalistach IT. Od dnia lockout’u zaczęto wieszczyć koniec niskiego bezrobocia i powrót rynku pracodawcy. Czy faktycznie da się zdefiniować rynek pracownika lub pracodawcy?

Internet rozgrzał się do czerwoności. Z jednej strony pojawiły się, głosy zatrudniających, którzy uważają, że teraz sytuacja wróci do równowagi, bo koszty pracy, czas rekrutacji, roszczenia kandydatów rosły nieproporcjonalnie do wzrostu efektywności pracy.  Niemal natychmiast pojawiła się odpowiedź pracowników, że w Polsce nie ma rynku pracownika, że to mit, socjotechnika, a nasz rynek pracy nie da porównać się pozytywnie z dojrzałymi gospodarkami.

Z komentarzy wypowiedzi wynikało utożsamienie pojęcia rynku pracownika z satysfakcją z wynagrodzenia i oczekiwań płacowych względem pracodawcy. Faktycznie idąc tym tropem trudno byłoby kiedykolwiek dojść do konkluzji, że mamy rynek pracownika.

Trudno znaleźć definicję rynku pracownika czy rynku pracodawcy. Jest za to kilka wskaźników, które mogą wskazywać na sytuację na rynku pracy.

Na pewno jest to poziom bezrobocia, który przekłada się oczywiście na ilość osób bezrobotnych. Wchodząc głębiej dojdziemy do czasu jaki przeciętnie osoba pozostaje bez pracy. Do tego można dołożyć ilość ofert pracy, która oczekuje na chętnych w urzędach pracy.

Wiele o rynku pracy mówi tempo wzrostu wynagrodzeń. Im jest ono szybsze tym większa konkurencja o pracownika właśnie wynagrodzeniem. Dodatkowo w tym obszarze można przyjrzeć się temu jak firmy zarządzają benefitami. Oczywiście benefity wpływają też na zaangażowanie, ale służą również do wabienia kandydatów i utrzymywania pracowników u danego pracodawcy.

Jak mówimy o utrzymaniu kandydatów to od razu możemy przejść do wskaźnika rotacji pracowników, który wprost wskazuje na ile pracownik jest skłonny zmienić pracodawcę, co oznacza, że ma inne oferty oraz nie boi się ryzyka. Za tym idzie wprost czas trwania rekrutacji, czyli ile pracodawcy zajmuje znalezienie właściwej osoby. Także prosty wskaźnik mówiący o ilości odpowiedzi na dane ogłoszenie o pracy wprost pokazuje sytuacje na rynku pracy. Finalnie pozostaje liczba wakatów.

Bardzo ciekawym wskaźnikiem może być obawa pracownika co do ryzyka utraty pracy.

W rozpatrywaniu sytuacji jaka jest na rynku pracy bardzo duże znaczenie ma geografia. Nie bez powodu specjalne strefy ekonomiczne tworzone były w miejscach, gdzie było bardzo wysokie bezrobocie, co za tym idzie niższe koszty pracy przy potencjalnej inwestycji. Od lat widać tendencje, że duże ośrodki miejskie, przemysłowe płacą znacznie więcej. Jest to prosty mechanizm podaży i popytu. Pracownik ma więcej możliwości więc siłą rzeczy ma większe szanse na uzyskanie oferty z wyższym wynagrodzeniem.

Patrząc na to jak kształtowały się powyższe wskaźniki w ostatnich latach jednak trzeba twierdzić, że sytuacja na rynku pracy przechyla szale na korzyść pracowników. O ile nietrudno zgodzić się z argumentem, że np. w Mielcu zarabia się 1/3 mniej niż w Warszawie, nie porównując już z mniejszymi ośrodkami, to jednak widać było, że pracownik o ile nawet nie był zadowolony ze swoich zarobków to rosły one szybciej niż w latach poprzednich, nawet na lokalnym rynku pracy miał większe szanse zatrudnienia u innego pracodawcy, spadała lojalność pracownika i strach przed zwolnieniem.

Next article